Od jakichś dwóch tygodni z okładem zbieram się do napisania czegokolwiek na tym blogu. Niby miałam jakieś pomysły, a nawet poniekąd coś do powiedzenia, ale zupełnie nie miałam „parcia". Nie wiem jak mogę inaczej określić to, co powoduje że piszę.
Chciałam napisać tradycyjny sylwestrowy wpis, będący podsumowaniem minionego roku. Stwierdziłam jednak, że nie chce mi się wracać do minionych wydarzeń. Nie chcę oglądać się za siebie. Nie chcę patrzeć przed siebie. Wolę sobie bezmyślnie trwać tu i teraz.
Nienawidzę Sylwestra! Ten dzień to tylko jeszcze jedne pretekst do zalania się w trupa, zabawy w wojnę (głownie lubią to chłopcy szczególnie pomysłowo uchylający się przed, niegdyś, obowiązkową służbą wojskową).
Od kilku tysięcy lat (bo nie mam na myśli tylko naszej ery) powtarza się ten sam proces. Z czego zatem mamy się cieszyć? Że jak Dotą ludzkości żadna zagłada nie pochłonęła? To tylko kwestia czasu.
Zresztą kalendarz to wytwór człowieka. Coś zupełnie umownego.
Wydaje się jakby nad ludźmi wisiał przymus celebrowania ostatniego dnia starego roku. Musisz iść na jakąś imprezę. Być gdzieś. Z kimś. W sukience i szpilkach. Na balu. Na sali. Z orkiestrą.
Świąt możesz nie lubić, nie obchodzić, ale na sylwestra musisz gdzieś wyjść. Musisz zabalować. Nienawidzę tego!
Zdaje się, że w pewnym momencie istnienia tego bloga stał się on żałosną dokumentacją pewnych incydentów w moim życiu. Szkoda, że dopiero teraz to do mnie dotarło.
Wszystko skończyło się nie tak, jak powinno zostać zakończone. Wina w lwiej części leży po mojej stronie. Ale nie tylko. Jemu wygodnie było przystać na taką formę dyskusji. Konfrontacja była dzięki temu łatwiejsza, niemal bezbolesna. Również dla mnie. Zamiast załatwić to między sobą zostało załatwione w publicznym miejscu, w sieci o światowym zasięgu. Żenujące.
Obym nigdy więcej nie upadła tak nisko.
Zbliża się Gwiazdka. Na szczęście nie ma śniegu. Gdyby był kompletnie bym zwariowała. Ten okres ZAWSZE kojarzy mi się z NIM. Z niewiadomych powodów.
Oczami wyobraźni widzę jak tarzamy się po śniegu, rzucamy śnieżkami. Widzę jak rozgrzewa zziębnięte dłonie (mam totalną obsesję na punkcie jego rąk!), jakie ma zaróżowione policzki! Widzę to wszystko i nie chce mi się wstawać z łóżka. Zamykam więc oczy nakrywam się kołdrą i dalej śnię na jawie.
Dziwne to uczucie, czcić kogoś, wielbić i kochać przez 10 lat. Gdybym jako 13-latka miała Internet i konto na myspace aż strach pomyśleć jakie wyznania słałabym pod jego adresem.
Teraz nie jestem już aż tak stuknięta.
Jest mi podwójnie ciężko. Ze względu na porę roku i zaistniała sytuację. Jakkolwiek jest to dobre i pozytywne rozstrzygnięcie sprawy, to jednak odrzucenie- zwłaszcza dla kogoś przewrażliwionego na swoim punkcie, jak ja- zawsze jest nieprzyjemne.
Dużą hiperbolą byłoby stwierdzenie, że cierpię z tego powodu. To nie to. Po prostu wraca do mnie, jak bumerang, pytanie: co jest ze mną nie tak? Czy aż tak jestem „inna" że ludzie czują się przy mnie nie komfortowo?
niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 6032
| « grudzień » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Kontakt:
gg:10440021
e-mail: lola-happy3@wp.pl