Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

I still love you....

wtorek, 31 marca 2009 0:56
Te minione dwa tygodnie były ciężkim okresem. W piątek zmarła moja babcia, z którą mieszkałam. Dziwne uczucie kiedy mieszkasz z kimś przez prawie 20 lat i nagle tego kogoś nie ma. Na początku nie docierało to do mnie. Ostatni tydzień spędziła w szpitalu więc na początku nie miałam w świadomości tego, że umarła, wciąż zdawało mi się, że po prostu jest nadal w szpitalu. Dopiero teraz zaczynam naprawdę rozumieć, że już nie wróci do domu.
Żeby dopełnić kręgu życia w niedzielę rodzina się z kolei powiększyła. Mam kolejną siostrę [wujeczną - żeby nie było].

Tytuł tego wpisu jest trochę mylący. Nieadekwatny do treści. Przyznam się, że to eksperyment. Mój opis na gg tej samej treści był sprawdzeniem. Chwytem marketingowym. Odmawiam jednak odpowiedzi na pytanie czy był to tylko chwyt czy też jest jakaś prawda w tym zdaniu.
Ostatnio naprawdę nie miałam czasu ani głowy i mało było okazji do pisania. Wiele jednak rozmyślałam. I wciąż spora część moich myśli krążyła wokół jednej „kwestii". Ale miałam też inne problemy na głowie. Czuję się trochę tak jakbym wróciła do domu po długiej podróży i dopiero zaczynam wracać do życia sprzed niej. Nic się chyba w tej sprawie nie zmieniło. Z mojej strony. Ale mogę mówić tylko za siebie. Nie kontaktowaliśmy się w tym czasie. 

Nadeszła wiosna. I dobrze, bo zima już mnie wymęczyła. Chociaż naprawdę lubię zimę. Teraz czas na lżejsze ubrania! Ach jak dobrze!



komentarze (0) | dodaj komentarz

Nic nie jest takie jak powinno

wtorek, 24 marca 2009 23:44
Wygląda na to, że wszystko dookoła sprzysięga się aby udowodnić, że myliłam się co do cudownej natury świata. Faktycznie trudno z niezachwianą pewnością deklarować, że życie jest piękne a świat raczej sprawiedliwy wobec ostatnich wydarzeń. Dlatego po prostu odsuwam niewygodne fakty i niewesołe myśli od siebie. Nie chce mi się o tym wszystkim pisać. W zasadzie to wszystko co mnie niepokoi tak bardzo nie dotyczy mnie osobiście. Raczej ludzi, których znam.
Jakoś nie mam ostatnio nastroju do pisania.
Wysyłajcie SMS o treści SERCE.MS na numer 7138
Koszt sms to tylko 1,22 z vat
Dla was to tak niewiele, dla Mariusza to życie!

 


komentarze (0) | dodaj komentarz

Save our souls

sobota, 21 marca 2009 0:01
Nie pisałam przez jakiś czas częściowo dlatego, że chciałam aby poprzedni wpis utrzymywał się jak najdłużej. Poza tym byłam chora, leżałam w łóżku i prawie nie dotykałam komputera.Właściwie nie mam wiele do powiedzenia. Odebrałam wreszcie z empiku moje cholerne zamówienie. Co mnie bardzo cieszy. Zaliczyłam angielski. Oddałam indeks do dziekanatu. Sesję mam za sobą.
Czasami zapominam, że jestem wielką szczęściarą i strasznie narzekam. Życie jest piękne.


komentarze (0) | dodaj komentarz

Wirusowe zapalenie mózgu

niedziela, 15 marca 2009 23:54
Wczorajsze przemyślenia mogły być spowodowane atakiem drobnoustrojów na mój organizm. Dzisiaj bolały mnie nawet cebulki włosów. Nawet mieszki włosowe i co tam tylko pod skórą się znajduje. Myślę, że nawet neurony mnie bolały.Właściwie wstyd mi za to użalanie się nad sobą. Jest tyle ważniejszy rzeczy na świecie. Są ludzie, których dotykają prawdziwe nieszczęścia. Jak Mariusz. 
Nie wiedziałam, że jest tak źle. Choć przy tej chorobie medycyna wciąż przegrywa. Kurde, chciałabym jakoś pomóc! Dużo im dać nie mogę. Ale i tak zostanie mi w tym miesiącu więcej niż liczyłam więc tą nadwyżką mogę się podzielić z kimś, kto tego naprawdę potrzebuje. Wiem, że to bardzo mało.
Mariusz jest moim „siostrzeńcem". Chyba. Nigdy nie byłam zbyt biegła w koneksjach rodzinnych. Ma 10 lat i choruje na mukowiscydozę, a jakby tego było mało jego serce pracuje tylko w 13%. Potrzebny jest przeszczep. Ale przedtem trzeba wykonać kosztowny zabieg kardiochirurgiczny. 
Gdyby ktoś potrzebował więcej informacji może je uzyskać na tej stronie: www.mariusz-pomoc.unl.pl
Nie lubię banałów i frazesów. Nie potrafię przemawiać w ten sposób, ale proszę wszystkich, żeby chociaż zajrzeli na stronę. To ważne dla mnie. A dla Mariusza i jego rodziny jeszcze bardziej.  



komentarze (0) | dodaj komentarz

(Prawie) Koniec sesji

niedziela, 15 marca 2009 0:19
Został mi tylko wpis z angielskiego! He He He! Wszystko zaliczone. Byle do przodu :)Wreszcie zafarbowałam dzisiaj włosy! Są prawie czarne. Chociaż obiecałam sobie, że na czarno już nigdy się nie zafarbuję. Na szczęście jeszcze farba jest świeża i dlatego jest ciemniejsza, po kilku umyciach zejdzie. Ale i tak jestem zadowolona. Niby taka mała zmiana a ile radości!
Policzyłam wszystkie wydatki [po części już popełnione] i okazuje się, że jeszcze nawet mi zostanie! Może przeleję część na konto oszczędnościowe, bo to zawsze się przyda na czarną godzinę lub jakiś extra wydatek. 
Jutro mam zajęcia do późna! I nie mogę się zerwać!! Jakie to niesprawiedliwe! A słońce zawsze pięknie świeci w te weekendy kiedy mam zjazd, a zachodzi kiedy wychodzę do domu! 
Co można robić tak długo na nk??? Bo ja jakoś pomysłu nie mam. Chyba, że [tak jak ja] czekasz aż ktoś się zaloguje. Ale w innym wypadku? Oglądać zdjęcia? Czyje? Jakie? Ktoś może powiedzieć, że jestem zwyczajnie zazdrosna, bo ja nie jestem popularna. Nigdy nie byłam. Nigdy nie zabiegałam o to. I nie mam na myśli tylko nk. Nie umiem ładować się ludziom w dupę. Nawet jeśli to bywa przydatne. 
Jest tyle dziewczyn ładniejszych, szczuplejszych, sympatyczniejszych ode mnie, które można oglądać. Z którymi można pogadać. Które można podrywać.
Tak, jestem zupełnie pozbawiona poczucia własnej wartości. Mam tysiące kompleksów i miliony obsesji. Fobii. Czuję się wyalienowana, czuję że tu nie pasuję w żaden sposób, jakby wszyscy byli tak zupełnie inni niż ja. Możliwe, że to tylko moje wrażenie. Możliwe, że nie.
Próbowałam się dopasować, ale źle się z tym czułam. Nie byłam sobą. Czasami wciąż nie jestem. Czasami nie wiem kim jestem. Nie wiem jaka jestem. Kiedyś myślałam, że w tym wieku będę już znała odpowiedź na wszystkie pytania. Ale nie znam. Za to pytań jest coraz więcej.
Wszystko toczy się zupełnie inaczej niż dawniej to sobie wyobrażałam. Nic nie jest takie jak miało być. Niektórych rzeczy przestałam już pragnąć, bo z doświadczenia wiem, że one się nie zdarzają. Nie w realnym świecie. Na przykład miłość w takim kształcie w jakim jawiła mi się niegdyś. Tego nie ma. Nie istnieje. Obecnie zaczynam się zastanawiać nad tym czy w ogóle istnieje. Być może jest to jedna z tych rzeczy, których nigdy nie doświadczę. Wiem, że na niektóre pytania nie znajdę odpowiedzi. Czy zadaję niewłaściwe pytania? Możliwe.
To brzmi jak wylewanie żalów, ale tak nie jest. Staram się, w miarę możliwości patrzeć na świat realistycznie, twardo stąpać po ziemi. Co nie zawsze się udaje. Jestem obciążona bujną wyobraźnią i niestety jestem zbyt wrażliwa, choć tak bardzo chciałabym wyzbyć się wszelkich sentymentów. Jest to jedna z tych rzeczy, których nie mogę zmienić. Ale lubię nazywać rzeczy po imieniu.
Nie, Ja nie chcę za dużo. Jestem realistką, ale te inne dziewczyny we mnie są zgoła odmienne. Lubią marzyć. Lubią myśleć, że ich marzenia się spełnią dokładnie w takim kształcie. Czasami trudno mi wytłumaczyć im, że tak nie jest. One czasami chcą tego, czego Ja nie chcę. Kiedy indziej wiem, że to czego pragną sprowadzi na nas katastrofę. Ale nie słuchają.
Kiedyś nie potrafiłam zrozumieć jak to jest możliwe, że jestem kilkoma osobami na raz, w jednym. Teraz nauczyłam się, że tak po prostu jest i już. Nie próbuję być tylko jedną z nich 24/7. To się nigdy nie udawało. 
Wiem, że dziwna ze mnie istota. Zawsze byłam dziwna. Zawsze odstawałam od grupy. Czasami chciałbym być jej częścią, ale kiedy jestem w środku czuję, że nie jestem na swoim miejscu. Więc gdzie jest moje prawowite miejsce? 
Życie weryfikuje w taki dziwny sposób to wszystko, co kiedyś założyliśmy sobie o świecie, o sobie samych i o innych. Nie przestaje mnie to zadziwiać. Ścieżki, którymi tułają się nasze losy. To fascynujące.
Teraz już wiem, że nigdy nie będę jedną z tych, których obserwuję. I nawet nie dlatego, że nie chcę. Po prostu nie potrafię.
Miałam dziś jeden z najdziwniejszych snów w moim życiu. Było pełno wody. Wszędzie. W różnej postaci. Chyba pierwszy raz śnił mi się deszcz. Nawet była szklanka wody. I budynki. Uwielbiam budynki w moich snach. Nigdzie nie widziałam takiego eklektyzmu. Mój mózg potrafi połączyć wszystko co kiedykolwiek widział w jedno. Trudno określić o czym właściwie śniłam. Jak w kalejdoskopie sceny zmieniały się. 

Jestem opętana tą myślą, ale mam wrażenie, że ludzie mnie ignorują, nie zauważają, pomijają i olewają. Pewnie to moja wina. Prawdopodobnie mam tę samą potrzebę co Marylin Monroe, ale za grosz odwagi by ją okazać. Przecież po to prowadzę tego bloga. Nie po to by ogłaszać wszem i wobec szczegóły mojego życia osobistego, ale po to by ludzie poświęcili mi odrobinę uwagi. Takie dziecinne pragnienie. Jakby rodzice mnie kochali kiedy byłam mała.
Czasami zachowuję się jak dziecko. I wstyd mi za siebie.
W realnym świecie nie powiedziałabym żadnej z tych rzeczy na głos. Przeważnie milczę. Ale tak naprawdę nie mam nigdy nic ciekawego do powiedzenia. Bo jestem nudziarą.;-)

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jestem ciocią???!!!

sobota, 14 marca 2009 0:07
Przeżyłam szok. Pierwszy raz w życiu ktoś zwrócił się do mnie per „ciociu" i to nie był żart. Ale faktycznie, teraz jak o tym myślę to przypominam sobie, że przecież dla Bartka i Rafała też jestem ciocią. Nasyciłam swój apetyt na czekoladę i coś ładnego. Something borrow something blue [blue and pink ;)]. Ale w zasadzie to najbardziej humor mi poprawił angielski. Taki stres a oni podeszli do tego dyplomatycznie, żeby wilk był syty i owca cała. Niby poziomu nie zmienili, ale ta wersja była dużo łatwiejsza od poprzedniej :) Potem dostałam życzenia od Mariusza i byłam szczęśliwsza.
Kupię sobie farbę do włosów, wreszcie będą ładnie wyglądać. I parę innych rzeczy. Sama myśl o zakupach uszczęśliwia mnie. Ich habe Pläne, große Pläne. Pieniądze nie są celem, są tylko środkiem, na szczęście. Za ich pomocą mogę zrealizować niektóre plany. Pozostałe są zbyt kosztowne.
Dostałam życzenia od różnych osób. Kilku nie widziałam od skończenia podstawówki, a nawet tam nie utrzymywałam z nimi zażyłych kontaktów. Niektórzy przesłali mi życzenia z szeroko rozumianej „poprawności politycznej" jak ja to nazywam. Były też na szczęście życzenia od ludzi, którzy mnie naprawdę lubią i szczerze dobrze życzą. Od sióstr i braci, najlepszej przyjaciółki oraz reszty rodziny.
Nie powinnam przejmować się drobiazgami i rzeczami nieważnymi. Nie powinnam myśleć o ludziach, którzy nie myślą o mnie. Nie powinnam być tak wrażliwa na swoim punkcie.
Buszując między wieszakami dopadała mnie depresja. Większość ubrań była za duża na mnie. Ja wiem, że przeciętna angielka nosi rozmiar 44, a ja 38, czyli trzy numery mniej, ale hej! Z kolei pójdę do Galerii Łódzkiej a tam wszystko za małe. I co mam ze sobą zrobić? Rozmiaru 44 na pewno nie chcę mieć, ale 34-32 to też przesada. 36 mnie satysfakcjonuje. Zabawne, że wczoraj na imprezie były hostessy, tancerki i wokalistki, żadna z nich nie powiedziała „ale jestem chuda" ani „jak dobrze wyglądam" tylko „jaka jestem gruba". Chociaż żadnego grubasa wśród nas nie było. Normalne dziewczyny. Czemu tak jest? Czyja to wina? Czemu kobiety są tak niedowartościowane? Czy to wina mediów czy mężczyzn?
Te typowe babskie rozmowy, wymiany anegdotek i opowiastek. O facetach, biustach, o życiu. Czasem wesołe, czasem smutne. Nigdy nie chciałabym być mężczyzną. Nawet jednego dnia. Nie chcę tracić tych wszystkich doświadczeń i doznań o których oni nie mają pojęcia.
Niestety, jutro mam zajęcia :( Okazuje się również, że możliwe jest iż 4-5 kwietnia znajdować się będę w W-wie. Chociaż może znowu mnie nie wezmą. Otwieramy Leroy Merlin w Jankach. Ja wolę wolny weekend. Choć kasa znów przejdzie mi wtedy koło nosa. Ale nie dlatego, że jestem leniwa, ja prostu nie lubię tych imprez. Jak w Toyocie. Te wszystkie pożal się boże VIP-y!  

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wielkie Nadzieje

czwartek, 12 marca 2009 15:32
Dzień mógłby zacząć się lepiej gdyby szefowa wczoraj powiedziała mi, że mam przyjść do firmy dopiero na piątą. A tak kurde wstałam za wcześnie, nie wyspałam się i jeszcze ją obudziłam. Zawsze o mnie w takich chwilach zapominają. Kiedy już wydaje mi się, że zapytałam o wszystko przed imprezą i już dokładnie wiem co i jak to zawsze okazuje się, że coś przeoczyłam. Mam nadzieję, że wieczór w Toyocie szybko mi zleci, a impreza będzie krótka i nikt nie będzie chciał zabawić ani sekundy dłużej niż jest to przewidziane. 

Jutro mam urodziny. Idealne życzenia? Gdybym miała złożyć sobie idealne życzenia życzyłabym więcej pieniędzy i jeszcze mniej pracy, żeby wszystko układało się po mojej myśli. Życzyłabym sobie pojechania na Open'er. I nic więcej nie przychodzi mi do głowy. A przynajmniej nic mądrego. Idealny prezent? Chyba nie ma takiego. Nigdy nie było. Co prawda wyszły nowe odcinki anime Devil May Cry na dvd, ale skoro już i tak pomyślałam, że sobie to kupię to nie myślę o tym jak o potencjalnym prezencie. Chciałabym żeby to był po prostu bardzo miły, piękny dzień. Bez tortu, bo ja nie lubię. 
Nie mam żadnych specjalnych refleksji na ten temat. Żadnego zdania zaczynającego się: „Rok temu...". I trudno mi powiedzieć co chciałabym zmienić przez ten rok. Wiem, że mam przedłużony staż i sesję w czerwcu. I dalej nie wybiegam wyobraźnią. Zresztą nawet tam nie sięga moja wyobraźnia. Na razie nie patrzę dalej niż na ten weekend. Życie jest zbyt zaskakujące żeby móc wszystko dokładnie zaplanować.

komentarze (0) | dodaj komentarz

NIGDY NIE MÓW NA PEWNO

środa, 11 marca 2009 0:02
Przedłużyli mi staż. Co jest okej. W pewnym sensie. W czwartek impreza w Toyocie, ja w dalszym ciągu nie znam szczegółów. Ale to norma. Musiałam przetłumaczyć tekst, który stworzyła Kropka. O miłości. Był tak cholernie dziwny! Nie chciałabym miłości tak definiowanej. 
Przemówienia wciąż nie oglądałam. Do angielskiego nie zajrzałam. Kicha. Ale dziś dopiero wtorek! Dam radę. Nie mam innego wyjścia zresztą. 
Musiałam się wczoraj zmierzyć z moim wielkim TABU. Z odwieczną nemezis. Nie wiem czemu uważałam to zawsze za taki problem. Nie miałabym problemu z kupieniem testu ciążowego czy prezerwatyw czy czegokolwiek innego [no, może poza czymś przeciwko hemoroidom] a TO napawało mnie takim przerażeniem. Chciałam zrezygnować. Ale byłam twarda. Nie stchórzyłam. I kiedy już podeszłam do okienka i powiedziałam pani magister czego sobie życzę okazało się, że właśnie tego zabrakło [marketingowa moc promocji]. Chociaż sympatyczna staruszka zapewniła mnie, że nazajutrz uzupełnią zapasy i żebym spróbowała ponownie. Zatem dziś wracając z pracy raz mówiłam sobie „wejdę" a za chwilę „ee, pewnie już/jeszcze nie mają tego, nie warto" lub „czy ja tego aż tak bardzo potrzebuję?". Ostatecznie stwierdziłam, że tylko się wykręcam, i że jeśli nie spróbuję to nigdy się nie dowiem. I bingo! Było.
Swoją drogą to dziwne mieć obsesję na takim tle. Teraz mam genialny plan! Tylko muszę dokupić jeszcze jedno pudełko błonnika. Żeby się „nie objadać". Wyrażając się eufemistycznie. W zasadzie jeśli to jest takie proste to, co ja kurwa za przeproszeniem robiłam cały ten czas? Waliłam głową w mur? Zawsze żałowałam pieniędzy. 
Już niedługo wiosna. Wielkanoc. Mam wielką ochotę na 100 dań z jaj. Przeważnie ich nie jadam, a w czasie wielkiej nocy smakują po prostu lepiej. Przypominają mi się czasy kiedy pod krzaczkiem porzeczek tudzież agrestu szukałam prezentu od zajączka. I kiełbasa własnej roboty. Wtedy byłam jeszcze w taki wieku, że nie widziałam związku między zabiciem świniaka a pojawieniem się kiełbasy w menu. 
Kiedy jest się dzieckiem zupełnie inaczej patrzy się na świat. Nie tylko kulinarny. Człowiek jest mniejszy i świat wokół wydaje się być o wiele większy, a kiedy dorastamy okazuje się, że kamienica która niegdyś wydawała się taka ogromna jest tylko czteropiętrową ruiną, podwórko jest tak małe, że z trudem można na nim zaparkować a ulica jest o wiele węższa. Nie ma już Baltony ani Pewexu, ani połowy kin do których kiedyś zabierali mnie rodzice na poranną projekcję Muminków [uwielbiałam je!]. 
Pomyśleć, że w niecałe ćwierć wieku świat tak bardzo się zmienił! Niektórych rzeczy będzie mi bardzo brak!

Trochę napawa mnie lękiem fakt, że wciąż nie mam bladego pojęcia co chcę w życiu robić. Hodowla wielbłądów to fajna sprawa, ale to zbyt fantastyczna wizja by mogła się udać. Mam trochę takie wrażenie, że brak mi konsekwencji by w życiu cokolwiek robić na stałe. Poszperałam trochę o Loreenie McKennit. Ona była w tylu miejscach. Podróżowała koleją transyberyjską, była w Turcji, Maroku i innych pięknych miejscach. A ja na głupi Opene'r nie mogę się wybrać!
No właśnie, oprócz Duffy, Placebo i Gossip mają też być Kings Of Leon i Prodigy! Powinnam może poszukać sponsora z samochodem, który nie tylko dołoży mi do biletu ale jeszcze podwiezie na miejsce. No i musi mieć namiot i śpiwór. Bo ja nie mam. Może być jeden koc. ;-) 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Każdy dzień przynosi coś innego…

wtorek, 03 marca 2009 22:11
Nie należę do osób, które z entuzjazmem witają każdy nowy dzień pracy ani tym bardziej osobą, która wstaje o siódmej rano ze śpiewem na ustach radosna niczym skowronek w maju. Nie, ja raczej czuję się głęboko nieszczęśliwa kiedy muszę zwlec się z łóżka. W zasadzie bez względu na godzinę jest mi trudno wstać. Nie mogę narzekać na swoją pracę. Jednak gdybym mogła utrzymać się bez pracy to niechybnie skorzystałabym z tej sposobności. Tym bardziej, że ze względu na chwilową niedyspozycję zdrowotną Ani przejęłam część jej obowiązków. Co oznacza więcej pracy i więcej odpowiedzialności. Chociaż dzięki temu uczę się również nowych rzeczy, a nigdy nie wiadomo jakie umiejętności przydadzą się w życiu.
Plan na nowy semestr to totalna katastrofa. W dodatku wykładowcy, którzy w poprzednim semestrze nie sprawdzali obecności zapowiedzieli, że zaczną to robić bo obecności staną się podstawą zaliczenia. Nie podoba mi się to bardzo! Wciąż mam niezaliczony angielski. Ale zrobiłam już pierwszy krok w kierunku załatwienia tej sprawy.
Ze względu na specyfikę studiów powinnam więcej pisać. To znaczy mam na myśli pisanie na określony ściśle temat a nie takie luźne zapisywanie myśli i odczuć. 
Wciąż mamy w biurze psa. Choć pies to za duże słowo na jej określenie. Szczeniak. Mała, czarna, bardzo wesoła, psotliwa i gryząca sunia. Niesamowicie słodka! Całe szczęście mama i Margot jej nie widziały bo pewnie wylądowała by w moim domu! A ja cieszę się tym, że mam ją tylko w pracy. Kiedyś pewnie zechcę mieć psa, ale w chwili obecnej w domu są już trzy koty i każdy z nich walczy o zwrócenie na siebie całej uwagi i miłości domowników. Poza tym Freud nie lubi psów. Elza ma je w pogardzie. Mam wrażenie, że tylko Bambosz nie miałby nic przeciwko psu jako psu, ale byłby strasznie zazdrosny bo on lubi być pępuszkiem naszego świata.
Ale mam nadzieję, że ktoś skusi się na przygarnięcie tego czarnego maleństwa i nie zwróci jej ponownie po tygodniu. 
Ojej! W zespole mają nowych członków. Dwóch chłopaków [zwykle są to faceci] w wieku, który mnie nie odstrasza. A jeden z nich to prawdziwe ciacho! Dokładnie takie jak lubię! Czekoladowe! Drugi też jest niezły, ale tamten to naprawdę cud miód malina! Mam nadzieję, że zespół będzie znowu regularnie grał u nas próby! Choć głupio mi robić maślane oczka i natrętnie ich nachodzić kiedy są u nas. To wygląda idiotycznie, jak wystawianie dupy pod latarnią na Kościuszki. Faktycznie, nie mam zielonego pojęcia o podrywaniu i zdobywaniu facetów. :-/
Ale naprawdę jest miooodzio! :-*
Cóż, miło jest usłyszeć, że jest się coraz ładniejszą, nawet od rozwodnika z dwójką dzieci niewiele młodszych ode mnie. Zawsze to jednak samiec. Kiedy się widzimy zazwyczaj mówi mi coś miłego. Każda dziewczyna lubi komplementy. Gdybym była zołzą potrafiłabym wykorzystać to na swoją niewątpliwą i może całkiem sporą korzyść. Ale nie jestem. Niestety. Gdybym była dawno już ustawiłabym się jakoś w życiu. :-( 
Kaśka powiedziała mi, że marnuję się nie korzystają z moich umiejętności plastycznych w życiu. Miło to było słyszeć. Choć wiem, że i tak nie byłoby ze mnie wielkiej artystki. Brak mi performance'owej żyłki. 
Szczepiłam się na przystanku z jednym chłopakiem. Niefortunnie mój płaszcz zaczepił się o jego torbę. Tramwaj właśnie podjechał i mieliśmy wsiadać, on szedł do drugiego wagonu, ja zmierzałam do pierwszego. W „Om Shanti Om" Om zaczepił się z Shanti. Mając tą scenę w pamięci tym szybciej chciałam się wyrwać z tego położenia. Nawet na niego nie spojrzałam.

Matko Huto! Edward Norton jest boski! W „American history X" byłe bezbłędny. I wyglądał zajebiście! Po prostu uwielbiam jego grę!
Muszę się uspokoić. Wiem, że jestem wściekła na siebie, ale wyżywam się na wszystkich dookoła. 


komentarze (1) | dodaj komentarz

FEAR

niedziela, 01 marca 2009 23:50
Szłam sobie szybkim krokiem wyciągając moje krótkie nóżki w moim czerwonym płaszczyku w stronę Galerii i słuchałam t.A.T.u.
Powiedz mi z wyćwiczoną perfekcją,
Że nigdy nie miałeś wyboru
Obarcz mnie ciężarem przeszłości
Zaproponuj mi przyszłość i odbierz ją

Pokaż mi czego nigdy nie chciałeś okazać
Powiedz, wszystko czego nie powinnam wiedzieć
Zaprzecz mi kiedy mylisz się ty
I do niczego się nie przyznawaj

Moje życie jest nieważne
Rozebrane na części, zniszczone
Moje życie jest nieważne

Wypełń mnie litością i niepokojem
Zelektryzuj mnie niespodziewanym zwrotem
Kuś mnie swoimi sekretami  
Nie odsłaniaj nic dopóki nie przejmiesz pełnej kontroli

Za dużo pytań. I to jakich pytań! I sposób w jakim na mnie patrzył! Znam ten wzrok! Już kiedyś ktoś tak patrzył na mnie. Nie przestałam go kokietować, nie odepchnęłam go, ale czułam że jeśli spróbuje się jeszcze trochę zbliżyć albo spróbuje „czegoś" to spanikuję.
Jest wyraźnie zafascynowany moją kreacją gejszy. Nie on jeden co prawda, bo kilka osób już robiło mi aluzje do roli gejszy. Ale ja nigdy nie chciałam być gejszą. Niczyją. A on wciąż o tym mówił.

Za dwa tygodnie mam urodziny. I to będzie zjebany dzień. Musimy iść do teatru z jagodą i mamy mieć konferencję prasową w ramach warsztatów i to wszystko w godzinach wieczornych. Więc nie będzie imprezy. I nie mogę się z tej szopki wymigać bo to grozi nie zaliczeniem. Kurwa!

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 14 marca 2010

Licznik odwiedzin: 6006

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione blogi

O mnie

Kontakt:
gg:10440021
e-mail: lola-happy3@wp.pl

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 08.07.2009 8:08:53
  • autor: Emo ROxi
  • treść: Super blog!!!
    ...

Statystyki

Odwiedziny: 6006
Wpisy
  • liczba: 147
  • komentarze: 12
Galerie
  • liczba zdjęć: 18
  • komentarze: 3
Księga gości: 4
Bloog istnieje od: 753 dni

Wizytówka


Abradaque