Nie należę do osób, które z entuzjazmem witają każdy nowy dzień pracy ani tym bardziej osobą, która wstaje o siódmej rano ze śpiewem na ustach radosna niczym skowronek w maju. Nie, ja raczej czuję się głęboko nieszczęśliwa kiedy muszę zwlec się z łóżka. W zasadzie bez względu na godzinę jest mi trudno wstać. Nie mogę narzekać na swoją pracę. Jednak gdybym mogła utrzymać się bez pracy to niechybnie skorzystałabym z tej sposobności. Tym bardziej, że ze względu na chwilową niedyspozycję zdrowotną Ani przejęłam część jej obowiązków. Co oznacza więcej pracy i więcej odpowiedzialności. Chociaż dzięki temu uczę się również nowych rzeczy, a nigdy nie wiadomo jakie umiejętności przydadzą się w życiu.
Plan na nowy semestr to totalna katastrofa. W dodatku wykładowcy, którzy w poprzednim semestrze nie sprawdzali obecności zapowiedzieli, że zaczną to robić bo obecności staną się podstawą zaliczenia. Nie podoba mi się to bardzo! Wciąż mam niezaliczony angielski. Ale zrobiłam już pierwszy krok w kierunku załatwienia tej sprawy.
Ze względu na specyfikę studiów powinnam więcej pisać. To znaczy mam na myśli pisanie na określony ściśle temat a nie takie luźne zapisywanie myśli i odczuć.
Wciąż mamy w biurze psa. Choć pies to za duże słowo na jej określenie. Szczeniak. Mała, czarna, bardzo wesoła, psotliwa i gryząca sunia. Niesamowicie słodka! Całe szczęście mama i Margot jej nie widziały bo pewnie wylądowała by w moim domu! A ja cieszę się tym, że mam ją tylko w pracy. Kiedyś pewnie zechcę mieć psa, ale w chwili obecnej w domu są już trzy koty i każdy z nich walczy o zwrócenie na siebie całej uwagi i miłości domowników. Poza tym Freud nie lubi psów. Elza ma je w pogardzie. Mam wrażenie, że tylko Bambosz nie miałby nic przeciwko psu jako psu, ale byłby strasznie zazdrosny bo on lubi być pępuszkiem naszego świata.
Ale mam nadzieję, że ktoś skusi się na przygarnięcie tego czarnego maleństwa i nie zwróci jej ponownie po tygodniu.
Ojej! W zespole mają nowych członków. Dwóch chłopaków [zwykle są to faceci] w wieku, który mnie nie odstrasza. A jeden z nich to prawdziwe ciacho! Dokładnie takie jak lubię! Czekoladowe! Drugi też jest niezły, ale tamten to naprawdę cud miód malina! Mam nadzieję, że zespół będzie znowu regularnie grał u nas próby! Choć głupio mi robić maślane oczka i natrętnie ich nachodzić kiedy są u nas. To wygląda idiotycznie, jak wystawianie dupy pod latarnią na Kościuszki. Faktycznie, nie mam zielonego pojęcia o podrywaniu i zdobywaniu facetów. :-/
Ale naprawdę jest miooodzio! :-*
Cóż, miło jest usłyszeć, że jest się coraz ładniejszą, nawet od rozwodnika z dwójką dzieci niewiele młodszych ode mnie. Zawsze to jednak samiec. Kiedy się widzimy zazwyczaj mówi mi coś miłego. Każda dziewczyna lubi komplementy. Gdybym była zołzą potrafiłabym wykorzystać to na swoją niewątpliwą i może całkiem sporą korzyść. Ale nie jestem. Niestety. Gdybym była dawno już ustawiłabym się jakoś w życiu. :-(
Kaśka powiedziała mi, że marnuję się nie korzystają z moich umiejętności plastycznych w życiu. Miło to było słyszeć. Choć wiem, że i tak nie byłoby ze mnie wielkiej artystki. Brak mi performance'owej żyłki.
Szczepiłam się na przystanku z jednym chłopakiem. Niefortunnie mój płaszcz zaczepił się o jego torbę. Tramwaj właśnie podjechał i mieliśmy wsiadać, on szedł do drugiego wagonu, ja zmierzałam do pierwszego. W „Om Shanti Om" Om zaczepił się z Shanti. Mając tą scenę w pamięci tym szybciej chciałam się wyrwać z tego położenia. Nawet na niego nie spojrzałam.
Matko Huto! Edward Norton jest boski! W „American history X" byłe bezbłędny. I wyglądał zajebiście! Po prostu uwielbiam jego grę!
Muszę się uspokoić. Wiem, że jestem wściekła na siebie, ale wyżywam się na wszystkich dookoła.
komentarze (1) | dodaj komentarz