Te dwa fragmenty, które dzisiaj zamieszczam są dalszym ciągiem poprzedniej historyjki. Jeden z nich wymyśliłam dzisiaj, drugi tylko poprawiłam.
Treść obu jest trochę, hmm, nakierowana na sceny łóżkowe, że to tak wyrażę, jednak nic nie poradzę, najlepiej mi się takie wymyśla.
Nawiasem mówiąc, mam nadzieję, że przyjdzie taki moment wreszcie w moim życiu, że nie będę musiała zmyślać…. Póki co wyładowuję się wymyślając takie sceny ;-)
Ponieważ to dość świeży materiał trudno mi go obiektywnie ocenić. Jeśli coś nie gra to chciałabym o tym wiedzieć.
Sugestie, pytania i inne mile widziane.
****************************************
Flo niczym dziki, rozszalały tajfun wybiegła z pokoju 217. Potrącając na schodach pokojówkę nawet nie odwróciła się by sprawdzić czy nic jej się nie stało. Potem biegła już prosto przed siebie ulicami Meridian jakby świat zewnętrzny w ogóle nie istniał. Przez łzy w oczach nie widziała nawet dokładnie swojej drogi. Parła na przód bardziej instynktownie niż świadomie. Zatrzymała się dopiero przed wysoką kamienicą, w której mieszkała razem ze swoją służącą. I tutaj dopiero opuściły ją siły. Flo weszła do budynku bardzo powoli i oparłszy się o ścianę zaczęła wspinać się po stromych schodach, jakby nogi same nie mogły jej już utrzymać. Mozolnie pokonując stopnień po stopniu dotarła na czwarte piętro. Zapukała do drzwi. Po chwili otworzyła jej młoda, uśmiechnięta dziewczyna w bardzo skromnym, lecz czystym i nowym stroju.
- Pani, już wróciłaś? – Flo spojrzała na nią groźnie, ale ominęła na progu bez słowa potrącając barkiem. Przeszła przez pokój chwyciła wazon ze stołu i z dziką furią cisnęła nim o ścianę. Wazon rozsypał się na milion drobnych kawałeczków, a jej służka stała przerażona przyciśnięta plecami do drzwi i zasłaniała usta dłońmi. Nieraz zdarzało się jej widzieć Flo wściekłą, jednak zwykle zamiast rzucać przedmiotami miotała takie przekleństwa, że biednej dziewczynie aż policzki od nich płonęły. Tymczasem Flo wbiła paznokcie w obicie fotela i zgarbiona nad nim, oddychała głęboko i głośno. Jej twarz zasłaniały włosy, ale przeczucie mówiło dziewczynie, że jej pani płakała. Wreszcie wampirzyca odrzuciła włosy do tyłu, wierzchem dłoni otarła oczy, wzięła głęboki wdech i jakby nigdy nic, najspokojniejszym głosem na jaki było ją stać powiedziała – Posprzątaj tu. – Po czym oddaliła się do swojej sypialni.
Kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi oparła się o nie całym ciężarem ciała aż drewno głucho jęknęło i zsunęła się w dół, na kolana wpychając sobie do ust swój płaszcz by stłumić szloch. I tylko tyle mogła w tej chwili zrobić. Nie była zdolna do jakiegokolwiek działania. Nie była nawet zdolna myśleć.
Wreszcie, kiedy już zabrakło jej łez wstała i podeszła do toaletki.
„Wyglądam okropnie! Czerwone, zapuchnięte oczy podkrążone czarnymi podkówkami, barwiczka rozmazana wokół ust aż na policzki. Muszę doprowadzić się do porządku. Byłam głupia sądząc, że Kain będzie mnie pamiętał, że zapomni o wszystkim innym, oprócz mnie. Byłam głupia wierząc, że znaczę dla niego więcej niż zwykła nałożnica. Byłam głupia!” powtarzała te słowa jak mantrę poprawiając makijaż. W końcu znów wyglądała jak porcelanowa lalka, jednak za tą fasadą doskonałego wyglądu nie było nic prócz rozpaczy, która targała nią w tej chwili. I wiedziała, że nawet jeśli Kain o niej nie pamiętał, jeśli zapomniał, jeśli traktował ją jak osobistą dziwkę ona i tak podążyłaby za nim w otchłanie piekielne byle tylko być blisko niego.
Kiedy tak siedziała przed lustrem przyglądając się swojemu na powrót doskonałemu odbiciu usłyszała cichutkie pukanie do drzwi.
- Proszę! – służka wślizgnęła się do sypialni, widać było że wciąż jeszcze jest przerażona wybuchem swojej pani.
- Pani, masz gościa. – Flo spojrzała na nią jakby chciała z jej twarzy wyczytać tożsamość przybysza. Nikogo się nie spodziewała.
- Dobrze. Zaraz przyjdę. Zajmij się nim. – Dziewczyna posłusznie dygnęła i szybciutko wymknęła się z pokoju. Tymczasem Flo poprawiła włosy i suknię, rzuciła jeszcze jedno krytyczne spojrzenie w lustro i wyszła.
W fotelu przy stole siedział Sebastian.
- Witaj Flo! – wstał, kiedy ją zobaczył i pocałował ją w rękę.
- Witaj. Co cię tu sprowadza? – na czole Flo pojawiła się niewielka zmarszczka.
- Byłem w pobliżu. – uśmiechnął się, lecz za chwilę jego uśmiech zbladł. – Kain wrócił. Byłaś dziś z nim w hotelu. Wiem o wszystkim.
- Masz swoich szpiegów wszędzie. To nie wyjaśnia jednak dlaczego tu jesteś?
- Kain zabił Faustusa. Pewnie już o tym wiesz.
- Owszem. Markusa również. A to oznacza, że ty będziesz następny.
- Lub on.
- Nie łudź się. – uśmiechnęła się kwaśno. Sebastian roześmiał się. – Wciąż jesteś jego wierną suką, co? – nie odezwała się, zmierzyła go tylko wzrokiem. – Tak czy inaczej nie będę miał już czasu wpadać do ciebie, Sarafan Lord ma dla mnie nowe zadania, których nie mogę ci zdradzić. – Podszedł do niej, założył jej niesforny kosmyk za ucho i zanurzył dłoń w jej włosach. – Pomyślałem zatem że nie wypada odejść bez pożegnania, prawda Flo? – odwróciła od niego gwałtownie głowę, ale on złapał jej twarz w dłonie i odwrócił do siebie zmuszając ją by spojrzała mu w oczy – Wiem Flo, że wolałabyś poddać się nieokiełznanej chuci Kaina, ale tak dobrze zawsze wychodziło co udawanie, że jest ci ze mną dobrze, że możesz to zrobić jeszcze raz, prawda? – Flo spuściła i podniosła wzrok. Uśmiechnęła się kusząco, gdy mówiła: - Oczywiście, że mogę.
W sypialni Flo wzięła sprawy w swoje ręce. Nikt nie domyśliłby się, że przed chwilą perspektywa zabawienia Sebastiana była dla nie j tak wstrętna jak spędzenie nocy z nieboszczykiem. Bywał u niej tak często, że doskonale wiedziała jak go zadowolić, lecz wszystko robiła automatycznie. Udawała, że rozbudza on w niej namiętność i pasję, że zaspokajanie go sprawia jej przyjemność jednak myślami była poza swoim ciałem, które w tej chwili błyszczało od potu i kołysało tym samym taktem co ciało Sebastiana. Ona teraz nie miała ciała. Nie czuła nic, było jej wszystko jedno co się z nią działo. Myślała tylko o Kainie. O tym, że nie pozwoli mu odejść bez względu na wszystko.
*********
Kain przemierzał kanion w drodze do Wieszczki. Na tym pustkowiu nie było żywej duszy a jednak Kain miał wrażenie, że nie jest sam. Wiedział, że jest śledzony i wiedział przez kogo.
- Dobrze się bawisz śledząc mnie, Flo? – odpowiedział mu kobiecy śmiech.
- Dopiero teraz zaczęło Ci to przeszkadzać? Zauważyłeś moją obecność już przy bramie wyjściowej z Meridian, czyż nie? Dlaczego zwracasz się do mnie teraz? - Flo powoli wychodziła z mroku zbliżając się do Kaina.
- Skąd wiedziałaś gdzie mnie znaleźć? - Kain odwrócił się już do niej twarzą, stali w pewnej odległości od siebie mierząc się wzrokiem.
- Wyczuwam Twoją obecność na wiele mil, nie muszę się zbytnio wysilać by cię odnaleźć. - Flo przybliżała się z każdym wypowiedzianym słowem.
- Jak wygodnie dla Ciebie! - zmrużył oczy w geście irytacji, podczas gdy Flo na sekundę zniknęła by za chwilę pojawić się tuż przed nim, tak blisko że czuł jej ciepły oddech na swojej twarzy.
- Doprawdy? - oboje przechylili głowy w tej samej chwili, patrzyli sobie w oczy, przymrużone u obojga, lecz oczy Flo przesłaniała gęsta zasłona czarnych rzęs. Oblizała powoli wargi nie spuszczając z niego wzroku.
- Powiedz mi Flo, kto Cię naprawdę do mnie przysłał jako „nagrodę”? – uśmiechnęła się.
- Ja sama. – na chwilę spuściła wzrok , by za chwilę ponownie spojrzeć mu w oczy - chciałam cię nagrodzić za.... – przerwał jej.
- Za moje męstwo, mój powrót i___ moją śmiałość – Flo uśmiechnęła się i podniosła brwi w geście niemego zdziwienia. Po chwili trwającej nie dłużej niż jedno uderzenie serca poczuła jego wargi na swoich. Najpierw całował ją bardzo powoli i delikatnie lecz już zaraz porwała go dzika pasja, przycisnął ją całą do siebie a ona oplotła swoje ramiona wokół jego szyi. Kain chwyciła rękami za jej pośladki by ją podnieść a ona oplotła go nogami w talii. Przeniósł ją pod ścianę kanionu i przycisnął ją do niej wciąż nie odrywając ust od niej.
Ta chwila istniała tylko dla nich. Świat wirował dookoła a oni stali w miejscu. Czas zwalniał i przyśpieszał, krew w ich żyła pulsowała w szalonym tempie, a serca biły z ogłuszającym łomotem.
Tymczasem życzę miłej lektury.
komentarze (0) | dodaj komentarz