Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Rozpustna

czwartek, 30 lipca 2009 23:46
- Nie zaznałam takiego życia. Mógłbyś pokazać mi, co straciłam?Doblju spojrzał na mnie swoimi fiołkowymi oczami z dwuznacznym uśmiechem.
- Na pewno tego chcesz?
- Mam dość bycia grzeczną dziewczynką! Zawsze chciałam być rozpustną muzą jakiegoś artysty! Poety albo muzyka! Nie malarza, bo nie znam się na obrazach.
Po wyrazie twarzy Doblju zobaczyłam, że trąciłam właściwą strunę. Tylko nie wiedziałam czy przez „rozpustną" czy przez „muzę".

Wymyśliłam „fiołkowe oczy", bo nigdy nie mogłam określić ich prawdziwego koloru. Jego oczy nie są ani do końca szare, ani całkiem niebieskie, a czasem, w odpowiednim świetle wyglądają jakby były fioletowe. Jak fiołki. Fiołkowe.
Co świetnie współgra z jego włosami.
A mój największy fetysz to jego dłonie pianisty! 

Moi rodzice nawet nie zauważyli wielkiego plastra na prawym nadgarstku, zbytnio zajęci swoimi problemami.
Gotowi byliby pomyśleć, że próbowałam coś sobie zrobić! Nie uwierzyli by, że to był tylko wyjątkowo głupi wypadek! Może powiązaliby to jeszcze z niedawnym omdleniem? W takich sytuacjach zachowują się wręcz histerycznie! Nie wierzą w mój zdrowy rozsądek!

W tym tygodniu rozwiązałam worek pełen zdań. Nareszcie. Choć przyznam, że potrzebowałam takiego okresu uśpienia. Oczyściłam swój umysł. Ułożyłam myśli.
Po dwóch tygodniach drapani się po dupie i graniu w Mahjongg Rivers znalazłam w sobie nie tylko siłę i motywację, ale i inspirację.
Wiem, że przy mojej sinusoidzie nastrojów stan pobudzenia nie będzie trwał wiecznie, ale wiem już również, że nie trzeba się wtedy do niczego zmuszać.

Sieć opasająca cały świat to nie jest najlepsze miejsce na osobiste wynurzenia. Zwłaszcza te zbyt osobiste.

Nie lubię kiedy ulubiony długopis się wypisuje. Nowy wkład nigdy nie pisze tak samo.

Last.fm zmotywował mnie do uporządkowania muzyki. Podzieliłam ten proces na dwa etapy i obecnie znajduję się w niszy pomiędzy nimi.

Lubieżnie oblizuję szyjkę butelki kefiru marki JOGO.

Zawsze kiedy słucham tej piosenki Bajmu przypomina mi się mój taniec z Emilem około czwartej w nocy w Ibizie. Byłam trochę wstawiona i śpiewałam z Becią na całe gardło: „O nieee, czasami nie wiem czego chcęęęęęęę!". A Emil tylko uśmiechnął się, pokiwał głową i powiedział: „To prawda". 
Uwielbiałam tą jego minę. Ten konkretny uśmiech!

Strasznie podoba mi się nowy teledysk Franz Ferdinand [KLIK!]! Za każdym razem kiedy zaczynam go oglądać myślę: „Co za gówno!”. A po sekundzie nie mogę się oderwać!

komentarze (0) | dodaj komentarz

Fiołki zamiast oczu

poniedziałek, 27 lipca 2009 1:34

Było już dobrze po pierwszej, a ona mówi do mnie:

-  Ale bym coś zjadła!

- Ochujałaś?!- mówię do niej- Nie możemy jeść w środku nocy! To niezdrowe i nierozsądne!"

- Wiem.- powiedziała zniechęcona.

A ostatnio zemdlałam. I mogę mówić o farcie, że nie rozbiłam sobie czaszki o framugę. Mój tłusty tyłek uderzył w nią pierwszy (we framugę, nie w czaszkę) i zamortyzował upadek. 

Ale odczucia nieziemskie. Duszności. Zawroty głowy. Huk w uszach jak z silnika odrzutowca. Ciemno przed oczami. Jakbym się dusiła. No i oczywiście trzęsawka.

Uderzenie o linoleum otrzeźwiło mnie na chwilę na tyle, że sama wstałam i to w podskokach, ale mało brakowało abym za chwilę znów froterowała podłogę w przedpokoju.

Po tym incydencie trochę się przestraszyłam, ale nie na długo. Dziwne, bo zawsze myślałam, że jestem ze stali!

A teraz siedzę z opatrunkiem na nadgarstku i piszę po raz pierwszy od dłuższego czasu. Siedząc w wannie nie mogłam sobie przypomnieć czy to zimna czy ciepła woda spowalnia upływ krwi?

A kiedy poprawiałam makijaż przed wyjściem z nim to chciałam płakać! Normalnie rzygać mi się chciało, dlatego że z nim wychodziłam! Niby wcale nie musiałam tego robić, ale przekonywałam samą siebie, że nie mogę wiecznie siedzieć w domu w piżamie, oglądać stare filmy, chrupac musli i pić herbatki odchudzające. I poszłam.

Dwie godziny z nim wymęczyły mnie niczym maraton! Jak facet może aż tyle gadać!? Jak baba!! Czułam się jak wymietam, przepocona koszula!

Potem siedziałam długo na balkonie w piżamie z kubkiem gorącej czekolady i marzłam. Patrzyłam jak jakiś koleś nie widząc mnie odlewał się tuż pod moim balkonem! I nawet nie wytarł rąk! Obrzydlistwo!

Na przemian targa mną euforia i depresja. Okresy niezwykłej błyskotliwości i długie dni apatii, kiedy zupełnie nie potrafię się pozbierać.

Przylepiam nos do szyby, kiedy pada deszcz, albo zakopuję się między poduszkami na moim łóżku, przykrywam kocem po sam czubek głowy i uadając, że śpię, marzę.

Wychodzę o drugiej w nocy z psem. Zawsze najpierw stoję pół godziny przed otwartą szafą i zastanawiam się, co założyć. Jakbym miała wpaść na NIEGO pośrodku ciemnej alei bez latarń. Wmurowałoby mnie w chodnik! Co najwyżej George by go obszczekał. A w ciemności nie było by widać JEGO fiołkowych oczu. Może paliłby papierosa? Jego włosy zawsze w lekkim nieładzie.

A moje wczoraj przesiąknięte były zapachem wanili, cukru, soku z cytryny i mąki. Wonią pysznych ciasteczek, które sama upiekłam. Utarłam ciasto- bo robot kuchenny od pół roku jest w naprawie, nagrzałam piekarnik do białości i niczego nie zepsułam, niczego nie spaliłam! Myślę, że jestem cudowna! 

komentarze (1) | dodaj komentarz

Złap mnie

niedziela, 12 lipca 2009 0:27
Kojarzysz tę blondynę o maślanych oczach i wiecznie wilgotnych wargach? Marylin Monroe. Jeśli zrobiłam byka w imieniu, to przepraszam. Ale sama Norma Jean, zanim na dobre stała się MM, nie miała pojęcia jak to się pisze. Właśnie ta dziewczyna przez całe życie usiłowała rozpoznać „prawdziwą siebie". Próbowała zebrać wszystkie swoje osobowości w jedną. Nigdy jej się to nie udało.
Idealnym sposobem na zintegrowanie osobowości jest odchudzanie. Ilekroć czuję, że się rozpadam zaczynam się odchudzać. W niedoli wszystkie się łączymy.


komentarze (0) | dodaj komentarz

Żyj na złość innym

czwartek, 02 lipca 2009 1:24
Nie usunę bloga. Brałam to pod uwagę. Jednak teraz wiem, że tego akurat się nie pozbędę. Zbyt wiele wysiłku włożyłam w przygotowanie szablonu by tak po prostu go skasować!
Usuwałam te wpisy i komentarze niemal ze łzami w oczach! I poczułam jeszcze większą pustkę niż przedtem. Tak bardzo chciałam mieć wciąż jakiś ślad! Ale byłam twarda. Powoli, skrupulatnie z rozmysłem i zimną precyzją będę go wykreślać z mojego życia.  
Muszę złapać trochę oddechu. Spojrzeć na moje życie z perspektywy widza, wyciszyć szalejące emocje i odpocząć.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Spotkanie (prolog Lok)____[FanFiction]

czwartek, 02 lipca 2009 0:48
Coorhagen w Dniu św. Bryzeusza. Wszędzie gwar i wrzawa. Wędrowni minstrele grali na piszczałach, błaźni żonglowali owocami. Na placach otoczone tłumem gapiów tańczyły bajadery, które wyjątkowo opuściły ołtarze, mnóstwo było wokół derwiszy i żebraków potrząsających blaszanymi kubkami. Kolorowa ciżba chłopów i rzezimieszków w kolorowych hajdawerach ścierała się ze szlachtą i bojarami. Przybyli górale dęli w gajdy, a wesoła kompania pasterzy wtórowała im na bębnach. Tu gmin bawił się obok nobliwie urodzonych. Przekupnie zachwalali swoje towary grzejące się w letnim słońcu powykładane w straganach pokrytych kolorowym płótnem; owoce, łakocie i zabawki. Każdy mógł dziś spróbować się w łucznictwie, siłować się na rękę z olbrzymem czy po prostu przystanąć i przyglądać się. 
 To było jedyne święto w mieście, z niego Coorhagen czerpało swoją sławę. Pamiętam jeszcze gorączkowe przygotowania do festynów. Nigdy żadnego nie opuściłem. Nawet, gdy doszły nas słuchy o tragicznych wypadkach w Kręgu, miasto bawiło się jak co roku. A ja będąc młokosem chłonąłem jego niezwykłą atmosferę w ten dzień. Jeden dzień w roku, którego czekałem zawsze niezmiennie.  
 Teraz z perspektywy płynącego czasu wszystkie kolejne święta zlały się w mej pamięci w jeden jowialny bankiet, prócz jednego.
 Słońce wstało jak co dnia o swej zwyczajnej porze. Czekałem brzasku w swym łożu, gdyż jak zwykle w dniu św. Bryzeusza nie mogłem spać już od kilku ładnych godzin. Nie troszczyłem się o posiłek ani o rodziców. Wiedzieli, że jestem na rynku, a liczne stragany oferowały wiele jadła. Ubierałem się pospiesznie i byłem pierwszym gapiem na ulicach jeszcze sennego Coorhagen. W miarę jak słońce wznosiło się w górę przybywało mi towarzyszy. Jednym z powodów mego uwielbienia dnia św. Bryzeusza była anonimowość jaką zapewniał tłum. 
 Lecz w jedną krótką chwilę cały tłum zniknął. Oglądałem właśnie popisy taneczne jakiejś hurysy, gdy naprzeciw mnie w tłumie ujrzałem dziewczynę o niezwykle błękitnych oczach. Ona również mnie zauważyła i posłała mi uśmiech. To był najpiękniejszy uśmiech jaki dane mi było kiedykolwiek oglądać. Miała czarne, długie włosy niczym nie skrępowane. Patrzyłem na nią niczym zaczarowany. Na chwilę postać tancerki przesłoniła mi ją, a gdy na powrót spojrzałem w jej stronę nie ujrzałem jej. Zniknęła! Zacząłem brnąć przez tłum, potrąciłem tańczącą lecz byłem ślepy w tej chwili. Rozglądałem się niczym szalony lecz nigdzie jej nie było. Szukałem jej w całym mieście, ani śladu. Przepadła niby kamień w głęboką wodę. Zrezygnowany powlokłem się do katedry, po raz pierwszy w mym życiu uciekałem od rejwachu w dniu święta. Katedra stała pusta i cicha. Stałem chwilę w mroku, gdy czyjaś dłoń dotknęła mego ramienia. To była ona. Wiedziałem to nim się odwróciłem a serce waliło mi niby kowalski młot! Uśmiechała się do mnie.
- Szukałeś mnie?- spuściła skromnie wzrok jednocześnie zawijając niesforny kosmyk za uchem. Kolorowe światła przefiltrowane przez witraże igrały z mrokiem na jej twarzy. Nie odpowiedziałem jej, nie znalazłem słów, które i tak utkwiły by mi w gardle. Świat dookoła wirował. Jedyne co widziałem to jej oczy, słyszałem tylko krew pulsującą w moich żyłach. 
- Kim jesteś?- odezwałem się w końcu. Utkwiła swe spojrzenie w moich źrenicach, jakby szukała odpowiedzi na jakieś pytanie, uśmiech zbladł na jej wargach po czym znikł zupełnie. Spuściła oczy.
- Tego nie mogę ci powiedzieć. O nic nie pytaj i korzystaj z trwającej chwili, może się ona nigdy nie powtórzyć.- chciałem spytać dlaczego, wyjaśnić, ale położyła mi palec na ustach w geście milczenia i zamilkłem. Zamiast odpowiedzi, zamiast słów w ogóle dostałem jej dotyk. Czułem jej dłoń na policzku i przytrzymałem ją swoją ręką. tuląc się do niej.  
- Wyznaj mi proszę swe pochodzenie.- wyrwała mi dłoń. Spojrzała na mnie błagalnie i chwytając moje ręce w swoje szepnęła- Nie mogę.- Te słowa nie były ważne, bo w owej chwili przestałem myśleć, dałem się porwać jakiemuś wewnętrznemu instynktowi, który kazał mi ją pocałować. 
 Nie wiem jak długo byłem z nią w katedrze, kiedy się zbudziłem z letargu miasto spowijał nieprzenikniony mrok, a po niej nie było śladu. 
 Szukałem jej w mieście, szukałem je po okolicy. Nigdzie nie było jej znaku. Wyruszyłem więc by jej szukać i nigdy już nie odnaleźć. 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Znikam

środa, 01 lipca 2009 0:32
Usunęłam niemal połowę wpisów. Usuwam inne ślady z mojego życia. W tej chwili nie jestem jeszcze gotowa zacząć coś nowego. Czekam na ostateczną katastrofę. Niszczę przeszłość.Szkoda, że wspomnień nie da się spakować w pudełko po butach i spalić.
Powoli palę za sobą mosty.
I wciąż mam nadzieję odwlec nieuniknione. Marzę, że zjawi się w środku nocy pod moim blokiem z czerwoną różą i słowem „przepraszam" na ustach. Wyzna mi miłość i porwie gdzieś na drugi koniec nocy. Do zapomnienia. Do zatracenia. Do szaleństwa. Potem biorę opasły tom „Historii Polski XX w." i uderzam się nim w czoło by wybić sobie tę mrzonkę z głowy.
To takie męskie milczeć, ignorować, udawać, że się nie widzi. Mijać bez słowa. Czasem napisać. Lakonicznie odpowiedzieć. Potem znowu milczeć. Nigdy nie powiedzieć prawdy w oczy. 
Odchodzę. Może jeszcze nie teraz, nie w tej chwili, ale właśnie do tego zmierzam.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Seks to nie miłość, a miłość to nie seks…

sobota, 20 czerwca 2009 0:21
...jednak miło kiedy się spotykają.

Te słowa miała kiedyś powiedzieć Gwen Stefanie. Moja znajoma zaś mówiła, że wprost nienawidzi kiedy jej facet podczas seksu mówi „kocham cię" bo jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

Przecież seks jest czymś dzikim, zwierzęcym, nieokiełznanym i nieczystym a miłość jest altruistyczna, piękna, czysta i głęboka. O ile seks świetnie sobie radzi bez miłości [kto wie czy nie lepiej] to czy może istnieć miłość bez seksu? Czy mężczyzna może kochać kobietę i nie pożądać jej? 

Mam tak samo bogate doświadczenie w miłości jak i w seksie, ale podobno można kochać z tak wielkim uwielbieniem, że sama myśl o rozebraniu ukochanej osoby jest niecnym zbrukaniem jej wizerunku. Ale czy to jeszcze jest miłość czy już ślepe uwielbienie?

Nie wiem za wiele o tych sprawach. Ja tylko dużo mówię. Jednak dla mnie osobiście również jasne jest, że obie te sprawy mogą współistnieć choć nie jest to konieczne. Po rewolucji seksualnej w latach 80- tych nikogo już takie postawy nie gorszą, nawet nie dziwią. Są normą.

Czasem zderzenie wyobrażeń z doświadczeniami potrafi być bolesne. Miłość jest tylko w bajkach. Ładne i zgrabne sceny łóżkowe tylko w filmach. Ale czy uwierzyłbyś w to gdybyś sam się nie przekonał? Ja pewnie nie.

Mój eks- prawdziwy król sentencji- powiedział kiedyś, że „miłość jest miłością tylko wtedy gdy jest odwzajemniona". Ja uważam inaczej. Myślę, że to właśnie miłość platoniczna jest prawdziwszym uczuciem. Kochać kogoś mimo jego obojętności- to dopiero altruizm. To jest naprawdę kochanie za nic. Bez logicznego powodu, a często wbrew wszelkiej logice.
Poza tym kiedy z kimś jesteś z czasem przyzwyczajasz się i później ona nie działa już na ciebie tak jak na początku. Przestaje być nowa, nieodkryta, tajemnicza. A gdy kochasz kogoś z daleka każdy z nim kontakt podnosi we krwi poziom adrenaliny, przyspiesza bicie serca. Wszystko co się z nim wiąże jest nowe, ekscytujące, ciekawe i nieznane. A jeśli się przyzwyczaisz zakochujesz się w kimś innym. I znów wszystko jest świeże.

Dlatego uważam, że przysięga małżeńska jest bezsensu. Nie mogę nikomu obiecywać, że już nigdy w nikim innym się nie zakocham. Nie mogę tego wiedzieć na pewno. 

Pewne są tylko zmiany. Bycie w ciągłym ruchu. Odkrywanie siebie na nowo. Próbowanie nowych rzeczy.
Nigdy się nie zatrzymywać. Ciągle szukać. Nie wiedząc czego się poszukuje. Dziś jestem tutaj z tobą, jutro gdzieś z kimś. Dziś rozkoszuję się deszczem, jutro zatęsknię za pustynią.


Seks jest ważną częścią życia. Potrzebną. Miłość niepotrzebnie wszystko komplikuje. Przeszkadza.
To zupełnie jak w „Pożegnaniu z Afryką" kiedy Robert Redford stwierdza, że nie potrafi żyć bez Meryl Streep i postanawia, że po ostatnim locie zamieszka z nią i już jej nie opuści. I oczywiście jego samolot rozbija się. Czy ona nie miała poczucia, że jej zaborczość, chęć zatrzymania go przy sobie była przyczyną jego śmierci? Że zabiła go?
   



komentarze (0) | dodaj komentarz

Bo miłość to taka straszna rzecz

środa, 10 czerwca 2009 18:37
Mam nadzieję, że nie pomyślałeś, że poglądy przedstawione w poprzedniej notce są moimi! Miałam po prostu świetny [w moim mniemaniu] pomysł na napisanie krytyki miłości.Co ja o tym myślę jest dla mnie sprawą dość mocno osobistą. Mimo to uchylę nieco rąbka tajemnicy.
Miłość bezsprzecznie istnieje. Nie mogę zaprzeczyć. Ale ta jej eteryczność, enigmatyczność i nie możność jej zdefiniowania zawsze działały mi na nerwy.
Istnieją mężczyźni i kobiety [nie ulega wątpliwości, choć są też hermafrodyci i transseksualiści]. Istnieją dlatego, że człowiek jest gatunkiem rozdzielnopłciowym. Różnice fizyczne [co również nie ulega wątpliwości] wynikają z różnych funkcji biologicznych. Zaś różnice w sposobie myślenia, działania i odczuwania wykształciły się na drodze ewolucji i są niejako produktem socjalizacji. Po prostu kobiety i mężczyźni wyspecjalizowali się w robieniu innych rzeczy. Są też różnice w budowie mózgu. Co ciekawe wzór mózgu jest żeński dopiero hormony zmieniają mózg męskiego płodu. Ale i natura nie jest tutaj bezbłędna.
Wiem, że stereotypy mówią, że faceci są zimni, a kobiety gorące. Ale stereotypy nigdy nie przedstawiają faktycznego stanu. Z moich obserwacji wynika, że to kobiety potrafią naprawdę na zimno kalkulować korzyści płynące z jakiegoś mężczyzny a on jest tak zakochany i zaślepiony, że świata poza nią nie widzi. Potem przez tydzień nie trzeźwieje, bo ona go rzuciła dla jakiegoś lepszego modelu. Niestety kobiety są sprytne, ale faceci nie zawsze o tym wiedzą.  
Według mnie nie ma różnicy czy facet kocha faceta czy kobietę. Miłość homo i heteroseksualna jest taką samą miłością. 
Jest milion rzeczy bardziej uniwersalnych od miłości, ot choćby choroby. Jakaś liczba osób ma takie same objawy i to jest uniwersalność.
Uniwersalność miłości polega na tym, że jest niemożliwie nieuniwersalna. Z biologicznego punktu widzenia to tylko szereg reakcji chemicznych wpływających na mózg.

Jeśli o mnie chodzi to swoje osobiste refleksje na temat miłości, związków oraz to czym to wszystko jest dla mnie, jakie ma dla mnie znaczenie wolałabym przemilczeć. Zostawić to dla siebie bo chyba nie odważę się nigdy nikomu o tym szczerze opowiedzieć. Zależnie od tego, co chcę osiągnąć mówię różne rzeczy. Ale tak bardzo z grubsza mogę zdradzić kilka rzeczy.
Dla mnie miłość zawsze będzie łańcuchem. Sam fakt, że kogoś kochasz wiąże cię. Jesteś niewolnikiem swoich myśli. 
Teoria uzupełniania się sięga Platona, a może i dalej. To on wymyślił dwie połówki pomarańczy. Zaś w Jing Jang łączą się przeciwieństwa, pierwiastek męski i żeński i to buduje idealną harmonię wszechświata. Wszystko to pięknie brzmi. Ale jakoś nie potrafię uwierzyć, że istnieje jakiś mężczyzna, który mnie uzupełnia. Nauczyłam się już żyć z tą wyrwą w moim życiu i byłoby mi piekielnie źle gdyby jej zabrakło. 
A tak naprawdę nie wierzę w to z innych powodów [patrz wpis o seksie tantrycznym]. Nie wierzę, że kiedyś ktoś powie mi: „To ja jestem twoją brakującą połówką pomarańczy". 
Ogólnie uczucie miłości zawsze wywraca moje życie do góry nogami, robi z mojego życia burdel. Strasznie mnie to irytuje bo lubię mieć wszystko uporządkowane. 
Kiedy jestem w kimś zakochana i nie daj boże jest mi dane „obcować" z tym obiektem to jestem tak zestresowana obecnością tej osoby, że nigdy nie udaje mi się powiedzieć niczego interesującego. Bardzo mi zależy na tym, co ten ktoś będzie o mnie myślał więc jestem tak spięta, tak sztywna, że on mnie nigdy nie zauważa. Albo myśli sobie, że jestem: a) nudna; b) nadęta; c) sztywna; etc. 
Spędzanie czasu z obiektem uczuć też nie jest do końca prawdą. Oczywiście miłość łączy się nieodzownie z popędem seksualnym. A to wymaga bliskości. I w porządku. Ale ja nie mogę nigdy zbyt długo z nikim przebywać. Potrzebuję czasu na bycie sam na sam ze sobą. Tak po prostu dla równowagi. Ale nie wszyscy to akceptują.
 To, co mnie w miłości przeraża to właśnie ta chora chęć ofiarowania „wszystkiego" drugiej osobie. Rzecz strasznie niebezpieczna. Zawsze bałam się takiego bezkrytycznego oddania. Pewnie dlatego, że boję się bycia wykorzystaną. Staram się zwykle hamować będąc z kimś w swoich miłosnych zapędach. Nie ufam ludziom i już! Cała filozofia. 
Energia nie wątpliwie w miłości drzemie. Twórcza. Chociaż to zwykle w nieszczęśliwej miłości. Szczęśliwą chce się przeżywać więc nie ma czasu na tworzenie.
Nie zna granic. Nie zna barier. I nie wie co to zdrowy rozsądek. To właśnie miłość. Ale czasem to za mało by uczucie przetrwało. 
Boję się kochać. 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Krótka rozprawa o MIŁOŚCI

wtorek, 09 czerwca 2009 23:30
Zastanawiałeś się kiedyś co to jest miłość? Próbowałeś ją zdefiniować?Czy w ogóle można zdefiniować miłość? Nie. Czy jeśli czegoś nie da się zdefiniować to czy nie powinno się uznać, że to nie istnieje? 
O miłości mówi cały świat. Co ciekawe, każdy mówi inaczej. Wszyscy twierdzą, że kochają/ kiedyś kochali/ chcą kochać, ale dla każdego z osobna miłość jest czymś zupełnie innym, a „kochać" znaczy coś całkowicie innego. Zatem miłość jest pojęciem abstrakcyjnym, wymyślonym, nie ma swojego odpowiednika w rzeczywistości. Nie istnieje.
Już dawno przestałam w nią wierzyć. W ten enigmatyczny twór, globalną mistyfikację.
Bo co tak naprawdę czujesz mówiąc „kocham"? Silną potrzebę- wykreowaną przez społeczeństwo, kulturę, wreszcie media- bycia z kimś [żeby tylko broń boże nie być singlem, a jak już jesteś, to mówisz, że był twój wybór]. Chcesz mieć dziewczynę/ chłopaka i chcesz móc powiedzieć o tym każdemu znajomemu [ i nieznajomemu].
Czasem mówisz „kocham cię" w sytuacji kiedy „chcę uprawiać z tobą seks" brzmi zbyt obcesowo. A przecież właśnie o to ci chodzi.
Potem odczuwasz potrzebę [cholerny zegar biologiczny] zajścia w ciążę. I szukasz spersonalizowanego dawcy nasienia. Takiego co to ma ręce, nogi i czasami coś powie- a nie zamrożonej fiolki plemników [choć jeśli idzie o niektórych facetów to różnica jest bardzo niewielka]. Bo przecież dziecko musi mieć ojca [poniekąd]. Ktoś musi na nie pracować [choć w naszym społeczeństwie i tak najczęściej mamusia]. A im bliżej 30-stki tym bardziej deformuje się macica i w ogóle wszystko powoli przestaje działać tak, jak powinno. Czas goni.
Ale załóżmy choć na chwilę, że miłość jednak istnieje. 
Czy mężczyźni są w ogóle zdolni kochać? Ich uporządkowane, logiczne i praktyczne mózgi nie są przystosowane do oprogramowania „Emocje 7.0". Brakuje jakiegoś kodeka, wymagania techniczne programu są zbyt wygórowane. Klapa. Na rynku wciąż nie ma odpowiedniego patch'a do tej wersji.
Z kobietami sprawa jest prosta. Kochają co tylko się da. Męża, psa, przyjaciółkę, kartę kredytową męża, swoją nową czerwoną szminkę, starą sukienkę, w której były na weselu cioci Krystyny.
Intensywność uczuć odczuwana przez kobiety jest tak duża, że musi ona wytwarzać wiele energii. Nic dziwnego, że czasem się zawiesza albo pada jej akumulator.
Dlatego pewnie związki kobiet z mężczyznami są nieudane. To tak jakby próbować zsynchronizować komputer NASA z kalkulatorem.

W sumie nie mogłabym być również lesbijką. Związek z inną dziewczyną przeraża mnie bardziej niż związanie się z mężczyzną. Nie wytrzymałabym tego. Nie potrafię rozkminić kobiet! A one potrafią się o to obrażać!  



komentarze (0) | dodaj komentarz

Orzech przeleciał całe miasto - bez skrzydeł

poniedziałek, 08 czerwca 2009 1:42
Byłam wczoraj w teatrze. Szkoda, że tak rzadko to robię. :/ Czuję się dzięki temu taka dowartościowana! ;-P Ha ha!Sztuka nazywała się „Cztery" i szczerze polecam ją każdemu. Temat nie jest łatwy, lekki i przyjemny. Trzeba się też troszkę pozastanawiać podczas spektaklu.
Żałowałam, że nie jestem aktorką. Taką jakie pokazywali w starych filmach, co to dostawały kwiaty do garderoby. Publiczność je kochała. Mężczyźni kładli się im do stóp, a one siedziały przed lustrem w przezroczystych szlafroczkach z futerkiem narzuconym na gorset i pończochy. 
Kimś takim jak Sally Bowles w „Kabarecie". Kocham Lizę Minnelli w tym filmie. Twórcy „Moulin Rouge" bazowali na podobnej historyjce, ale ich film jest banalną bajeczką o miłości. Nawet piosenki nie były oryginalne tylko przearanżowane ze starych przebojów. W jakiś sposób identyfikowałam się z Sally. Choć ona jest rozwiązła, zdeterminowana. Chce za wszelką cenę zostać aktorką i nie cofnie się przed niczym by to osiągnąć. No i oczywiście Michael York. Trójkąt. Zazdrość. Kilka chwil złudnego szczęścia. Wybór Sally i wisząca w powietrzu wojna.
Jeśli nie wiedziałeś „Kabaretu" musisz go zobaczyć! To kultowy film.

Jadłam dziś tylko śniadanie, Snickersa [bo akurat to mogłam kupić za 1,30] i obiad o ósmej wieczorem. Na wykładzie żołądek wywracał mi się na drugą stronę! Byłam taka głodna i jednocześnie taka z siebie dumna!

Czuję się tak ekstatycznie! Mimo iż czeka mnie góra prac do napisania i masa materiału do nauczenia. Nie wiem jeszcze czy zaczynam coś nowego czy może zbyt pochopnie się cieszę. Myślę, że to coś dla mnie, że mnie uzupełnia. Zanim jednak będę mogła z całą pewnością powiedzieć, że się udało czeka nas długa droga. Która wcale nie musi prowadzić do celu.
Powiedziano mi dzisiaj [znowu], że jestem strasznie zamknięta w sobie! Ojej! No jestem, i co ja na to poradzę? Prawda, że nie lubię jak ludzi są zbyt blisko mnie, kiedy dotyka mnie ktoś obcy, do kogo nie mam zaufania. Nie mam na to wpływu. 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Brutalnie szczęśliwa gdy pada deszcz

sobota, 06 czerwca 2009 0:04
Po pierwsze:
* Flunk „Miss World"
* KristineSa „The Truth Is"
* Liquido „Clicklesley"
Zawsze zaskakuje mnie w swej idealnej prostocie sposób w jaki urządzony jest ten świat. Sam w sobie. Bez ingerencji ludzkiej. 
Jednego dnia zdychasz w męczarniach by nazajutrz obudzić się w euforycznym nastroju! I nic nie jest w stanie Cię zniechęcić. Po prostu kochasz i sam ten fakt wypełnia Cię po same brzegi szczęściem. Nic innego się nie liczy. Nawet największa ulewa i grad wywołują uśmiech na Twojej twarzy. Tańczysz. Śpiewasz. Sprzątasz. Pierzesz.
Miałam tyle pozytywnej energii, że nie tylko zrobiłam pranie [wreszcie wyprałam buty!] ale nawet kwiaty podlałam. Zastanawiam się tylko czy ten szok im nie zaszkodzi? Posprzątałam pokój i poskładałam swoje rzeczy w szafie. Cały czas drąc się w niebogłosy [bo kiedy sprzątam podkręcam muzykę do oporu] i podskakując sobie. 
Zapomniałam o wczoraj. Puściłam w niepamięć. I odetchnęłam z ulgą.
Mój dzisiejszy dobry nastrój sponsoruje kilka zaprzyjaźnionych sklepów z odzieżą na Rzgowskiej i jeden na Felińskiego. Oraz stragan na Górniaku z rajstopami. Dziękuję. :D
Jednak dziś zakupy nie były lekarstwem na hemoroidy duszy. Właściwie znalazłam się tam przypadkiem. I akurat miałam pieniądze. I udało mi się upolować to i owo. 
Przy okazji wymyśliłam sobie dietę. Idea szczytna, pewnie skuteczna choć dość durna bo jedzenie wyłącznie jałowych ogórków, pełnych co prawda wody ale pozbawionych witamin, minerałów i wartości odżywczych doprowadziłoby mnie prosto do szkorbutu lub choroby beri beri. W najlepszym wypadku Bara Bara.
Chociaż jeszcze nie powiedziałam ostatecznie, że tego nie zrobię. 
Jeśli czytałeś blogi, do których linki umieściłam w poprzedniej notce to pewnie wiesz już co mnie interesuje. Nie polecam szczególnie ludziom zdrowym czytania zwierzeń anorektyczek. Jeszcze mniej polecam to tym, którzy mają skłonności w tę samą stronę co one. Nie powinno się pozwalać na publikację takich treści w Internecie. Z drugiej strony istnienie tych blogów pokazuje skalę problemu. 
O zaburzeniach łaknienia mówi się dużo. Nawet bardzo. Zupełnie nic z tego nie wynika. Poziom wiedzy większości ludzi na ten temat jest bardzo niski. Albo mają zupełnie błędne wyobrażenie.
Myślę, że jeśli samemu się w tym nie siedzi trudno jest to tak naprawdę ogarnąć. Trudno zrozumieć. 
Może kiedyś opowiem Ci trochę więcej o moich związkach a Aną. Dziś nie chcę psuć sobie nastroju. Chociaż kiedyś już o tym wspominałam na tym blogu.  
Wiem już z całą pewnością, że te bóle głowy, senność i rozkojarzenie to efekt ograniczenia spożywanych kalorii [jaki eufemizm]. Cudnie, bo czuję się naprawdę potwornie, ale żadna siła nie zmusi mnie do jedzenia w środku dnia! 
>>„Samotna walka kobiety z bulimią na tle kanibalizmu wśród rozbitków"<< Naga Broń - nie pamiętam która część, ale chyba trzecia.

Czy ktoś może wie gdzie wyłącza się zegar biologiczny? Mam obawy, że mój zaczyna głośno tykać. Szaleństwo desperacji jeszcze mnie nie dopadło. I całe szczęście. Jednak od czasu do czasu, niekiedy częściej odzywa się we mnie takie wewnętrzne „Ooooooch!" na widok jakiegoś dzieciaka. Brrrr! Bądź co bądź przerażające!

Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem osobą zamkniętą [w sobie] co nie oznacza, że nie można pukać!

W zasadzie to odpowiedzi Tamera- odnośnie mojego zaliczenia z socjologii- są chyba najciekawsze. Wyglądają na przemyślane.
Chce przyjechać do Polski. Ale musi mieć zaproszenie. Margot nie może go zaprosić. Nie ma własnego mieszkania. Przepisy wizowe są strasznie głupie i nielogiczne dla mnie. 
Kibicuję im. Dlaczego mieliby nie spróbować skoro się kochają? A przynajmniej tak uważają. Niech chociaż Margot kocha z wzajemnością.

Ostatnio prześladują mnie głuche telefony. Dziś Magda wtargnęła na mój profil na nk. Aż boję się myśleć co to oznacza.  


komentarze (0) | dodaj komentarz

Łykam

piątek, 29 maja 2009 23:32
Ostatnio zapytano mnie czy łykam. Łykam i owszem. Ale nie proszki od bólu głowy. Mimo iż głowa ostatnio boli mnie niemal codziennie. Łykam tabletki odchudzające. Łykam wodę i powietrze, żeby czymś napełnić żołądek. Łykam głupie historyjki.  



komentarze (0) | dodaj komentarz

an empty space in between

wtorek, 26 maja 2009 23:54
Nie żałuję, że wybrałam się do Filharmonii. To nie było zmarnowane popołudnie. Jednak to przerażające, że chcę mieć ludzi na własność!I to pytanie mi chodzi po głowie: kim jesteś? Nie wiem kim jestem. Do głowy przychodzi mi tylko to, że jestem dziewczyną. Pierwsze, co rzuca się w oczy. Niezmienne. Ale czy to określa moją istotę?
Nie dziwi mnie, że zostałam tak odebrana. Może i trochę faktycznie gardzę ludźmi. Niektórymi. Choć zawsze staram się w każdym doszukiwać jakichś pozytywów. Nie zawsze mi to wychodzi.
Najpierw muszę ich trochę poobserwować, zobacz kto jest kim, do kogo warto byłoby się odezwać. I chyba już wiem. Z grubsza wiem z kim chcę się zadawać a z kim nie.
Trudno teraz powiedzieć czy coś z tego wyjdzie czy nie. Po dzisiejszej rozmowie mogę powiedzieć, że istnieją pewne szanse i należy się starać. Nawet jeśli jestem uprzedzona do Olgi Tokarczuk dzięki Bocheńskiemu. 
Potrzebuję rywalizacji. Ale takiej zdrowej rywalizacji. Sportowej. Nie wyścigu szczurów.
To świetna piosenka: Meiko - Sleep. Coś przy czym ostatnio odpłynęłam w tramwaju. Znam tę „pustkę pomiędzy". Wiem jakie to uczucie, kiedy stoisz naprzeciw kogoś, kto kiedyś tyle znaczył w Twoim życiu a teraz dzieli was ogromna pustka. I te noce, kiedy przydałoby się coś na sen.


komentarze (0) | dodaj komentarz

Gentle Hands

wtorek, 26 maja 2009 16:08
Bycie dziewczyną jest naprawdę zabawne. Wszystkie te rzeczy, które przytrafiają się tylko dziewczynom naprawdę ubarwiają życie.Dziewczyny mnie fascynują. Mimo iż jestem jedną nich. Nie mówię już nawet o tym, że oglądam się za nimi na ulicach. Myślę raczej o tym, że po prostu nie rozumiem niektórych rzeczy, które robią. Dlaczego zachowują się tak jak się zachowują, czemu wyglądają jak wyglądają i co je motywuje do tego by nadawać sobie właśnie taki wygląd? 
Lubię spacery. Właściwie lubię samotne spacery. Po prostu uwielbiam ten układ: Ja + otaczający mnie świat. I nic, co mogłoby zakłócać tę relację. Korzystam z tego będąc w Runowie. Zawsze pod wieczór, kiedy zachodzi już słońce a cienie są bardzo długie i rosa pojawia się na trawie nachodzi mnie taki właśnie stan. I muszę być wtedy sama. Czasami nawet o niczym nie myślę. Tylko patrzę.
Zdarzało się oczywiście, że spacerowałam z kimś obok. Z moim byłym chodziliśmy czasami po lesie. Ale kiedy jest się tak bardzo wpatrzonym w drugą osobę trudno jest chłonąć las i jego dobrodziejstwa. 
Często spacerujemy z Usako. Rozmawiając przy tym. Nie zawsze plotkujemy. Ale z nią odbywam wędrówki w przestrzeni miejskiej. A to trochę inny wymiar. W mieście samotne wyprawy niektórymi ulicami mogą źle się skończyć. 
Kiedy mieszkałam jeszcze na I-szego Maja [miałam jakieś 4 - 6 lat] rodzice prowadzali nas do parku za Zdrowiu w każdą niedzielę. A zimą do parku Poniatowskiego. Piesze wyprawy mam we krwi. I lubię chodzić.  
Słucham Vaya Con Dios - Get To You. Zawsze dziwi mnie, że muzyka, już od pierwszych dźwięków potrafi wprowadzić w nastrój. Potrafi wywołać tyle uczuć. Muzyka zawsze była ważną częścią mojego życia. Ona tworzy obrazy w mojej głowie, a te z kolei układają się w całe historie. Czasami zmieniam się w zależności od tego jakiej muzyki akurat słucham w danym okresie mojego życia. Teraz jestem chyba trochę bardziej wyważona niż kiedykolwiek wcześniej, bo i muzyki słucham tak bardzo różnorodnej i rozrzuconej w gatunkach, że musi to tworzyć jakąś równowagę.
Pamiętam kiedy byłam małą dziewczynką zakładałam ubrania mojej mamy lub moich ciotek [kiedy były jeszcze pannami miały bardziej odjechane ciuchy niż moja mama - mężatka] i za duże szpilki, one mnie czesały i malowały a ja udawałam Kate Bush, Kim Wilde, CC Catch czy właśnie Vayę Con Dios.
Później zresztą, kiedy byłam już nieźle stukniętą nastolatką, muzyka Vaya Con Dios wywarła na mnie wielki wpływ. I jej, w odróżnieniu od punk rocka na przykład wciąż namiętnie słucham.
Zresztą kiedyś ubierałam się na czarno, słuchałam mocniejszej, głośniejszej muzyki. Teraz wciąż słucham niektórych piosenek, które niegdyś były zdarte na kasetach magnetofonach od częstego słuchania. Są też takie, których nie słucham bo już mi się nie podobają. 
Oglądałam sobie teraz teledyski Tarkana. Jest taki przystojny! Wiem jakie jest zdanie polskiego społeczeństwa na temat Turków, ale w sumie mam to gdzieś. Lubię turecką muzykę i lubię tureckich mężczyzn. A Tarkana zdecydowanie najbardziej! Uwielbiam to, jak się porusza, jak się ubiera i przede wszystkim to, jak wygląda! Nie rozumiem dlaczego mówi się, że to mężczyźni są wzrokowcami.  



komentarze (0) | dodaj komentarz

Z przygryzieniem język

wtorek, 26 maja 2009 0:07
Czasem lepiej urżnąć sobie język niż powiedzieć za dużo. Mała Syrena nie miała języka i chociaż nie zbłaźniła się żadnym głupstwem przed księciem. Chociaż on i tak wolał inną. Lubię czasem poczytać Andersena. Miło jest wiedzieć, że ktoś miał bardziej narypane ode mnie . 
Pani magister od psychologii poddaje nas testom. Okazało się, że mam bardzo pogodne i optymistyczne podejście do życia. W życiu bym nie powiedziała o sobie czegoś takiego!
No i mam skłonności do manipulowania ludźmi. W to akurat wierzę.
Ostatnio przestraszyłam się wagi. I to nie zodiakalnej bynajmniej. W centrach handlowych ustawiają te automaty, gdzie to się można i zważyć i zmierzyć jak wrzucisz monetę. Nigdy nic tam nie wrzucam. Staję. Patrzę. Schodzę. Jednak ostatnio nie weszłam. Bałam się co mogłabym zobaczyć! 
Dałam linka do farpop.com. Oglądając zdjęcia tych panienek z Japonii zastanawiam się czy zostać lesbijką czy pedofilem? Wyglądają przecież tak dziecinnie. A zarazem tak zmysłowo! I mają fantastyczne oczy! Czemu ja się kurde japonką nie urodziłam!??
Pozostanę jeszcze w tym kręgu kulturowym. Wybrałam sobie już fotkę Kazuki'ego, którą powieszę na ścianie. Tylko ramkę musze znaleźć. Jakąś odpowiednią. 
Chyba coś ze mną jest nie tak. Jakby tak przeanalizować kostiumy aktorów, którzy mi się podobają w różnych filmach to znalazło by się coś bardzo ciekawego. Można by rzecz: prawidłowość. Ralph Fiennes w „Dziwnych dniach", Gary Oldman w „Piątym elemencie", Ben Foster w „3.10 do Yumy", Brad Pitt w „Podziemnym kręgu", Gerry Butler w „300" i „Upiór w operze", Johnny Depp „Desperado 2", „Sleepy Hallow", „Piraci z Karaibów" i „Blow", Nicolas Cage „Oczy węża", „Bez twarzy", Oded Fehr „Boski żigolo" oraz Kazuki Kitamura w „Bambino", „Yaoh", „Like a dragon" i „Freeze me". Może dodam jeszcze teledyski Tarkana.
Ostatnio podrywają mnie panowie, których średnia wieku oscyluje wokół 100- 150. Zapewniam, że nie jest to powód do zadowolenia!




komentarze (0) | dodaj komentarz

Japonistyka i kryzys męskości

niedziela, 24 maja 2009 1:09

Jestem ostatnio taka zajęta! I to o dziwo priorytetowo przez studia! W innych dziedzinach mam pomysły, właściwie idee i brak planów ich realizacji.

Chciałabym przystąpić do egzaminu na certyfikat z języka japońskiego na poziomie 4. To z kolei wymaga podjęcia nauki w jakiejś szkole językowej. Mój ograniczony budżet wymaga zaś by była to szkoła jak najtańsza. Poza tym pomoce naukowe i nne rzeczy, których potrzebuję również kosztują. Co powoduje, że muszę pomyśleć nad dodatkowym żródłem zarobku. Od dawna chodzi mi po głowie robienie biżuterii, ale to również pociaga za sobą wydatki w fazie początkowej, bo trzeba zakupić materiały i wyprodukować kilka sztuk na próbę. A mnie wciąż brakuje pieniędzy na bieżące wydatki.

Jest jeszcze remont [wciąż w fazie rozgrzebanej]. Kiedy się zakończy będę chciałą kupić kilka dodatków do pokoju by stworzyć w nim nastrój i klimat oraz przemycić trochę Japonii.

Złości mnie to, że tak wiele w życiu zależy od zawartości portfela.

Research książkowy trochę mi się zatrzymał. Ale to wina kłopotów z komputerem. Więcej mam materiałów do historii, której akcja dziać będzie się w świecie fantastycznym niż do tej bardziej urealnionej. Choć nie do końca będzie ona odzwierciedlać rzeczywistość. Na tym polega trudność w jej tworzeniu.

Mam nadzieję, że będę mogła w tej story wykorzystać informacje zdobyte podczas mojego badania nad problemem tożsamości i nierówności płci.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Let's lesby friends

czwartek, 21 maja 2009 0:28

Skoro zaczynam od początku powinnam się jakoś przedstawić. Co chciałbyś o mnie wiedzieć?

Mój dowód osobisty mówi mi, że mam 24 lat, co nie może być chyba prawdą ponieważ czuję się na 20 -21. Oczywiście jestem brunetką. Mieszkam z rodzicami, siostrą i trzema cudwonymi kotami. Studiuję dziennikarstwo. To już trzeci kierunek, w którym próbuję swoich sił. Nie mam żadnych planów na przyszłość. Mam umowę o staż do 30 czerwca i do tej daty wszystko jest jasne, co będzie dalej zdążę się wystarczająco prędko przekonać.  Jestem singlem i nie pytaj mnie dlaczego! Ludzie często zadają mi to pytanie. Nie wiem. Miałam milion teorii na ten temat, ale ostatecznie poprzestałam na tym, że po prostu jestem "starą panną" i tyle. Nad czym tu się zastanawiać?

Obecnie w moim życiu jestem na etapie poszukiwań. Szukam też nowych środków na wyrażenie siebie. Doszłam do wniosku, że nie można nikogo sobą zainteresować poprzez mędzenie. Opowiadanie o tym jak jest mi źle i nikogo nie lubię to w istocie najlepszy sposób żeby zrazić do siebie ludzi.

Poza tym rozwałkowując jeden temat nie rozwijam się w pisaniu. Przyznam z lekkim zażenowaniem, że założyłam tego bloga z myślą, że będą je czytali dwaj mężczyźni w jakimś sensie ważni dla mnie. Jeden z nich w między czasie stracił ważność. Drugi nie padł do moich stóp mimo podejmowanych przeze mnie wielu prób zainteresowania go. Jedne ze sposobów były lepsze, inne o wiele gorsze. Po roku od założenia mogę z całą pewnością powiedzieć, że wszystkie one zawiodły, a moją pomysłowość zastąpiła frustracja. 

Muszę stwierdzić, że żadna ze mnie uwodzicielka. Na przestrzeni lat miałam tylko kilku - i to dosłownie KILKU - chłopaków. I nie żałuję, że nie walczyłam o więcej. Z tych kilku tylko jeden związek był poważniejszy. Między nami występowały jednak "różnice nie do pogodzenia". Dlatego od 3 lat bez mała tak sobie bimbam. A mój problem z facetami polega na tym, że większość z nich jest mało interesująca. W innym wypadku są zajęci.

Moje życie nie jest specjalnie skomplikowane. Raczej zadowala mnie to, co posiadam. Choć na szczęście pełnej satysfakcji jeszcze nie doznałam. Mnóstwo rzeczy mnie interesuje i wciąż odkrywam nowe fascynacje. 

Czy jestem osobą ciekawą, zapytasz? Trudno powiedzieć coś takiego o sobie. Myślę, że psychoanalityk miałby ze mną sporo zabawy. Niektóre z moich zachowań sugerują nerwicę natręctw. Nie potrafię się zdecydować a kompromis jest u mnie wręcz niemożliwy, bo złoty środek nie istnieje kiedy chcesz dwóch skrajnie różnych rzeczy jednocześnie. Wciąż zaskakuję samą siebie i dziwię się swoim małym i wielkim dziwactwom.

Wiele osób nie wie, że w zaciszu domowym porafię się nieźle wygłupiać. Kiedyś miałam w zwyczaju wyśpiewywać na całe gardło pieśni legionowe. Poza tym wymyślam przednie dowcipy o murzynach silnie rasistowskie i obśmiewam się z nich [często sama] jak norka. Mimo iż nie jestem rasistką. Czasem potrafi mi naprawdę odbić i wygaduję głupoty, z których sama zaśmiewam się do łez. Chyba mam specyficzne poczucie humoru.

Czy warto mnie bliżej poznać? O ile masz naturę Indiany Jones'a lub zacięcię archeologiczne czyli innymi słowy lubisz mozolne grzebanie to jak najbardziej warto mnie poznawać po kawałku! Trochę jak pizza. Chyba nie pasuję do epoki, w której przyszło mi żyć lub przynajmniej do zachodniej kultury zatem można mnie traktować jak eksponat, coś co pozostało z wzniosłych przestarzałych idei. Na czym to polega? O tym innym razem.   

komentarze (0) | dodaj komentarz

tylko jedna z dróg

środa, 13 maja 2009 0:37
Niektórzy ludzie stworzeni są by wkurzać. Niby nic do czego można by się przyczepić a jednak utwierdziło mnie tylko mocniej w przekonaniu, że go nie znoszę. Czekam na przelew, konto jest puste a PUP w kulki sobie leci. Jak mi zabraknie tego co sobie upatrzyłam w Hausie to pójdę do nich z butelką wody. Freeze me. Był cudowny. To znaczy absolutnie odrażający, ale cudowny w tym. Diabeł tkwi w szczegółach. Stworzyły go detale. A ja je wszystkie wypatrzyłam. Jest pewien wspólny mianownik we wszystkim co robi. Żyję nie żyjąc. 

komentarze (0) | dodaj komentarz

A jednak...

środa, 06 maja 2009 0:40
Dlaczego mam zabić pająka? Dopóki zastawia sieci i poluje na te bydlaki, które mnie podgryzają nocami możemy koegzystować. Komputery musieli wymyślić mężczyźni bo wiecznie sprawiają kłopoty i nawalają w nieodpowiednich momentach. Już wiem, że moje poszukiwania i prace nad obiema story potrwają długo. Rzecz bardzo pożyteczna - widzę zarys brzegu z mojej łódki. Nagle ogarnęłam totalny chaos i bezład i mam jakiś pomysł. Pewną koncepcję. Wiem już, że to długofalowe ale godzę się na to. Myślę. Oczywiście muszę być chuda tylko wciąż nie wiem jak to zrobić szybko. Chyba kupię blok sera i będę go upierdzielać kiedy tylko poczuję, że jestem bliska omdlenia. To nawet ma sens. W końcu ser ma białko i wapń. Więc jakieś tam wartości odżywcze zawiera. Zastanawiam się tylko czy nie lepsza byłaby feta. Można ją chyba kupić już po porcjowaną w kosteczki. No i ruch. I bynajmniej nie Chorzów. Mam tyle myśli w głowie. Tyle do zaplanowania lub rozplanowania. Trzeba zadecydować. Określić. Wymyślić. Poszukać. Przemyśleć. Zwoje mi się od tego prostują. No i oczywiście orgazm. Galileo Episode Zero. Kitamura pojawia się tam nieczęsto, ale uśmiecha się zajebiście wykurwiście pięknie i to rekompensuje wszystko. I wiem, że w nowym pokoju chcę mieć jego boski wizerunek na ścianie. Co prawda w Like A Dragon grał niby główną rolę, a też nie pokazywali go tak często jak bym chciała. W Ryu Ga Gotoku na początku włosy miał zaczesane w kaczy kuper. Potem się potargał jak walczył, ale kiedy się ma TAAKIE włosy to wiadomo, że się człowiek potarga. A z tymi niebieskimi soczewkami wyglądał cudnie! Ma piękne usta! Och! Młody czterdziestoletni BÓG! Kazuki Kitamura. Żeby się tak ubierać jak mi się podoba muszę być chuda. Nieważne ile będę ważyć, ale jak będą leżeć na mnie ubrania. Mam gdzieś BMI i inne bzdury. Muszę opracować plan i wytyczne, wziąć się do roboty i nie dać tym razem dupy. Jedno co mnie martwi to rozmiar biustu. Odrobinę. Wiem, że masa fajnych bluzek leży idealnie jak się nie posiada piersi. Ale fajnie jest je mieć. Albo wóz labo przewóz.  

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mniejsza o to

piątek, 01 maja 2009 1:11
Znowu się zakochałam! <3 Nie wiem jak mogłam do tej pory żyć nie znając go!!!! Nie mam pojęcia. Umieram! Jest taki doskonały! Tak cholernie doskonały! Bez skazy! Słowa nie są w stanie wyrazić tego co czuję. Mam ochotę tylko leżeć w łóżku i marzyć... marzyć.... Marzyć.... Matko Huto nigdy się nie zmienię! I jakoś wcale mi to nie przeszkadza. Kazuki kieruje mnie z powrotem w tamtą stronę. Like A Dragon został nakręcony na podstawie gry na PS i to wyjaśnia wiele. Mimo wszystko uważam, że film jest bardzo udany. Momenty są. Sceny owszem. I moje ciśnienie o wiele powyżej normy. Kit amura jest obłędny. I to idealne określenie. Przyprawia mnie o szaleństwo. Okazuje się, że są tacy faceci na tej ziemi. Tylko czemu tak daleko? Z Polski żaden tak na mnie nie działa. Nie przyprawia o dreszcze. Nie powala na kolana. Gdzie ci mężczyźni prawdziwi tacy? Zdewaluowali się? Teraz będę oglądać dramy. Jak tylko się ściągną. Ale tylko te, w których grał Kitamura. I zwichnę sobie nadgarstek prawej ręki patrząc na niego. Marzenie. Miałam okropny sen. Śnił mi się mój były. I przez to był okropny. Czy ja myślałam o nim? Nie przypominam sobie. Więc dlaczego? Pojęcia nie mam. Kazuki kazuki kazuki kazuki kazuki Jak ja będę w nocy spać? Niespokojnie. Takiego mi trzeba. Nie mówiłam dziś jeszcze mojej najnowszej mantry: mężczyźni to idioci. Każdy kolejny dzień utwierdza mnie w tym przekonaniu. Nie to żebym myślała, że kobiety są o wiele lepsze. Ale faceci są specyficzni. Prosta konstrukcja składająca się z kołka. I to wszystko. Zrobiło się ciepło i rak skóry znów wylazł na ulice. Czy te spalone kotlety sojowe naprawdę wyglądają sexy? Mnie to przypomina cytat z Chi To Hone: „Jestem cała czarna od tych naświetlań". A ja idąc ulicą udaję. Udaję, że jestem ponad tym. Udaję, że mam wszystko w dupie, że nad wszystkim panuję, że jestem pewna siebie, że spojrzenia ludzi mnie nie obchodzą. Udaję kogoś, kim nie jestem. Gdybym mogła latem w ogóle nie wychodziłabym z domu. Nie pokazywałabym się. Wszystko co mogę z tym zrobić to bujanie w obłokach. Życie w swojej bańce mydlanej i ograniczenie kontaktów ze światem do minimum. 

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 21 marca 2010

Licznik odwiedzin: 6032

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione blogi

O mnie

Kontakt:
gg:10440021
e-mail: lola-happy3@wp.pl

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 17.03.2008 16:05:26
  • autor: stary znajomy...
  • treść: Pozdrawiam i kolejny...

Statystyki

Odwiedziny: 6032
Wpisy
  • liczba: 148
  • komentarze: 12
Galerie
  • liczba zdjęć: 18
  • komentarze: 3
Księga gości: 4
Bloog istnieje od: 760 dni

Wizytówka


Abradaque